Top
  >  wywiad z podróżnikiem   >  Chiny na własną rękę. Wywiad z Tomkiem Klimowiczem
Mój znajomy z Irlandii – Tomek wraz ze swoją dziewczyną Agą spędzili wrzesień podróżując po Państwie Środka. Przemierzyli około 5500 km. To nie ich pierwsza samodzielna podróż – razem odwiedzili południowe wybrzeże Portugalii oraz Gruzję, a w zeszłym roku spędzili Święta Bożego Narodzenia na Kubie. Dziś Tomek dzieli się z nami swoimi wspomnieniami i spostrzeżeniami z Chin.
  • Dlaczego Chiny?

Chiny ciekawiły mnie, odkąd byłem dzieckiem. Nie potrafię sobie przypomnieć jednego konkretnego powodu, po prostu od zawsze byłem zafascynowany tym zupełnie innym światem i odmienną kulturą. Zacząłem marzyć o wyprawie do Chin i o podróżowaniu po Azji w ogóle, aż przyszedł taki dzień, kiedy stało się to możliwe.

 

  • Czy mógłbyś nakreślić Waszą trasę?

Naszą przygodę z Chinami rozpoczęliśmy lądowaniem w Hong Kongu. Po zwiedzeniu miasta wybraliśmy się do Guilin, gdzie poza rejsem rzeką Li zdecydowaliśmy się również na wypożyczenie rowerów i wycieczkę do kilku wiosek. Następnie udaliśmy się na tarasy ryżowe w Longji, po których przyszedł czas na park narodowy w Zhangjiajie. Stamtąd polecieliśmy do Szanghaju. Po krótkim zwiedzaniu miasta wyjechaliśmy do parku narodowego w Żółtych Górach oraz okolicznych wiosek. Ostatni przystanek naszej wyprawy to Pekin, z którego wybraliśmy się jeszcze do Datongu i do Jinshanling, gdzie podziwialiśmy Wielki Mur. Z Pekinu wylecieliśmy do domu.

Guilin – Rzeka Li

Tarasy ryżowe w okolicy Longij

Hongcun, jedna ze starożytnych wiosek

  • Jestem pod wrażeniem, zazdroszczę Wam szczególnie pobytu w wioskach oraz rejsu rzeką Li. Jak wyglądały Wasze przygotowania?

Wbrew pozorom to bardzo dobre pytanie – tym razem przygotowania były inne niż zazwyczaj, bo dwu-etapowe. Tradycyjnie trzeba było nakreślić trasę, ustalić sposób przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi jej punktami, obrać to wszystko w ramy czasowe. Wyszukać informacje o biletach i godzinach otwarcia, zrobić listę polecanych hoteli i restauracji, ustalić budżet, listę rzeczy do spakowania etc. Zawsze staram się wyszukać charakterystyczne potrawy dla odwiedzanych regionów oraz sprawdzić, jakie dla nas zupełnie normalne zwyczaje, gesty i tematy rozmów są nie na miejscu tam, gdzie się wybieramy. Przygotowując w ten sposób miesięczną wyprawę na inny kontynent musisz odwiedzić wiele stron internetowych i grup dyskusyjnych i niestety czym więcej czytasz, tym więcej sprzecznych informacji otrzymujesz. Kończy się mętlikiem w głowie.

Jak na pewno wiesz, Chiny blokują Facebooka oraz Google i wszystkie produkty tej firmy, a więc również gmaila, mapy, tłumacza, messengera, Instagram, a nawet WhatsApp. I tu przechodzimy do drugiego etapu przygotowań; jeszcze przed wylotem trzeba było wyszukać, zainstalować i przetestować wiele aplikacji niezbędnych podczas tej wyprawy. Na wszelki wypadek pobraliśmy trzy różne VPN-y do obejścia „wielkiego chińskiego firewalla”, do tego doszły mapy offline, tłumacz, chińskie apki do rezerwacji biletów, noclegów i kilka innych. To wszystko było niezwykle czasochłonne, w pewnym momencie miałem już dosyć swojego smartfona!

Przed wylotem odświeżyłem sobie też kilka ulubionych filmów o Chinach, które widziałem już przed laty. Przeczytałem naprawdę dobre książki, które otworzyły mi oczy na wiele spraw.

  • Świetnie, w takim razie jakie tytuły polecasz?

W zeszłym roku przeczytałem dwie genialne książki, „Prowadzącego umarłych” Liao Yiwu oraz „W Azji” Tiziano Terzani’ego. Poza tym tuż przed wyjazdem przez przypadek trafiłem na kapitalną i bardziej praktyczną książkę „Chiny bez makijażu” polskiego sinologa, Marcina Jacoby’ego. O ile dwa pierwsze tytuły są bardziej historyczne, to książka Jacoby’ego bardzo pomogła nam zrozumieć Państwo Środka i jego mieszkańców, gorąco polecamy ją każdemu!

Jeśli mam polecić kilka filmów, to na pewno te wyreżyserowane przez Yimou Zhanga (moje ulubione to „Ju Dou”, „Zawieście czerwone latarnie”, „Historia Qiu Ju”, „Żyć!, „Wszyscy albo nikt”, „Powrót do domu”) oraz bardziej rozrywkowe „Hero” czy „Dom latających sztyletów”. Dodatkowo „Rower z Pekinu”, „Aftershock”, „Przyczajony tygrys, ukryty smok”, „Ostrożnie, pożądanie” czy „Malowany Welon” dla widoków z Guilin.

 

  • Czytałam Terzani’ego i w pełni się z Tobą zgadzam. Czy wszystko zaplanowaliście sami, czy może zdarzało się Wam na miejscu wykupić wycieczki fakultatywne?

Wszystko zaplanowaliśmy sami. Raczej nigdy nie wykupujemy wycieczek na miejscu, wyjątkiem była tylko droga i niedostępna Islandia, gdzie takie wycieczki okazały się najrozsądniejszą opcją. Natomiast w Chinach i w podobnych krajach zdarza się nam wynajmować prywatnego kierowcę, któremu mówimy, gdzie chcemy jechać. Często sami wynajmujemy samochód, ale akurat w Chiny zabraniają tego robić obcokrajowcom.

 

  • Czy Chiny „na własną rękę” są łatwe do podróżowania? Jak je oceniasz w porównaniu do krajów Azji Południowo-Wschodniej?

Na pewno tak, ale pod warunkiem, że to nie pierwsza twoja wyprawa tego typu i masz już trochę doświadczenia w podobnych warunkach. Inaczej rzucasz się od razu na głęboką wodę. Trudno mi porównywać do innych azjatyckich krajów. Byłem wprawdzie w Wietnamie, Kambodży i Tajlandii, ale od tego czasu minęło dokładnie 10 lat i chociaż to wyświechtana fraza, to świat naprawdę bardzo się zmienił. Teraz do rezerwacji noclegów, sprawdzania rozkładów, kupna biletów czy wyszukiwania informacji używaliśmy smartfonów, wtedy nikt ich jeszcze nie miał, nie wspominając nawet o istnieniu czegoś takiego, jak darmowe wifi w tamtym rejonie. Dzisiaj to jest niesamowite ułatwienie, wtedy szukało się noclegów zwyczajnie na ulicy, o bilety pytało na stacji, a w hotelach korzystało ze stacjonarnych komputerów do kontaktu z bliskimi w Polsce. Jeśli podróżowanie po innych krajach Azji Południowo – Wschodniej jest łatwiejsze, to tylko z powodu języka angielskiego, który poza Chinami jest jak najbardziej w użyciu.

Gęsta zabudowa mieszkalna w Hong Kongu

  • A jak to wygląda z noclegami – zarezerwowaliście noclegi przed wyjazdem czy robiliście to na bieżąco?

Rezerwowaliśmy noclegi na bieżąco korzystając z aplikacji „Agoda”. Jeśli się dało, to z 3-4 dniowym wyprzedzeniem. Kiedy nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie chcemy spać, to rezerwowaliśmy przynajmniej dzień wcześniej – niestety wtedy najtańsze hostele często nie były już dostępne.

 

  • Ile średnio wydawaliście na nocleg na parę?

Nieźle oceniany pokój dwuosobowy w hostelu z prywatną łazienką kosztował nas niecałe 20 euro za noc. Oczywiście, inaczej to wygląda w największych metropoliach. W Szanghaju trzeba zapłacić jeszcze raz tyle, w Pekinie i Hongkongu często przekroczymy 50 euro za noc. Cena wyższa, ale metraż zdecydowanie mniejszy, warunki bez zmian. Najtańszy pokój w najmniej turystycznym miejscu kosztował nas około 12 euro za noc.

 

  • W jaki sposób się przemieszczaliście? Który ze środków transportu w Chinach najbardziej polecacie?

Korzystaliśmy z pociągów, autobusów, w miastach z taksówek i busików, mieliśmy również jeden lot wewnętrzny. Zdecydowanie najlepsze w Chinach są pociągi, zwłaszcza te superszybkie oznaczone symbolem „G”. Punktualne, wygodne, nowoczesne, ale szkoda, że takie drogie. W przypadku podróży zwyczajnym nocnym pociągiem wypróbowaliśmy obie dostępne opcje, czyli „hard sleeper” i „soft sleeper” – polecam raczej droższe „softy” ze względu na wygodę, większe łóżka i mniejszą szansę na chrapiącego współpasażera (śmiech). Taksówki są bardzo, bardzo tanie i w dużych miastach potrafią ułatwić życie, ale jeśli mamy inną alternatywę, to zdecydowanie je odradzam.

 

  • Dlaczego?

Wielu taksówkarzy nie zatrzymuje się widząc białych turystów, zakładając (poniekąd słusznie), że się z nimi nie dogada. Jeśli już złapiesz taksówkę, to jest spora szansa, że taksówkarz odmówi kursu twierdząc, że cel jest zbyt blisko (bo przecież co za problem przejść 2 km z trzema wypchanymi po brzegi plecakami?!?) lub za daleko (boi się, że na miejscu nie znajdzie klienta, który będzie chciał wrócić w jego rejon). Często zdarza się, że samo wytłumaczenie, gdzie chce się jechać, stanowi nie lada wyzwanie. Jeśli wraca się do hotelu, najlepiej mieć ze sobą wizytówkę i po sprawie. W innych przypadkach trzeba używać translatora i map na smartfonie.

Niestety, odnieśliśmy wrażenie, że o ile chińscy taksówkarze wizualnie znają swoje miasta bardzo dobrze, to nigdy nie widzieli ich na mapie. Nie potrafią czytać map, nie rozpoznają najsłynniejszych miejsc, jeśli nie są zapisane po chińsku (ale czasem i to nie pomaga), przewijają ekran o setki kilometrów w innym kierunku. Nie mają nawigacji, nie chcą lub nie potrafią używać twojej. Wielokrotnie zauważaliśmy, że nie najlepiej widzą, kiedy świecili w ekran smartfona latarką (sic!) lub wyciągali pokaźne lupy. Teraz z tego wszystkiego się śmiejemy, ale podczas pobytu w Chinach było to bardzo frustrujące, kosztowało nas wiele nerwów i straconego czasu.

 

  • Czyli z komunikacją oraz chińskimi napisami bywało różnie?

Chińczycy prawie w ogóle nie mówią po angielsku i mam tu na myśli nie tylko ulicę, ale również takie miejsca jak informacja turystyczna, hotele czy dworce. Na szczęście prawie każdy, niezależnie od wieku, ma ze sobą smartfona z translatorem, my również pobraliśmy na nasze telefony słowniki w wersji offline.

Ze znakami jest dużo łatwiej, bo zarówno w miastach jak i na prowincji większość istotnych znaków jest po chińsku i po angielsku. To spore zaskoczenie, bo kilka lat temu jeszcze ich nie było. My przed podróżą dodatkowo wydrukowaliśmy sobie nazwy wszystkich ważnych miejsc na naszej trasie po chińsku, robiliśmy także na miejscu zdjęcia wielu napisom i pokazywaliśmy je potem pytając o kierunek, dlatego z błądzeniem nigdy nie mieliśmy problemów.

 

  • Czym się kierowaliście przy układaniu planu?

Jak już wspomniałem, marzyłem o Chinach od dawna, więc w głowie miałem gotową listę kilku miejsc, które koniecznie chciałem zobaczyć. Wystarczyło otworzyć mapę i je zweryfikować. Wtedy odpadła niestety prowincja Junnan, leżąca zbyt daleko od pozostałych punktów podróży, przybyło za to kilka innych miejsc polecanych przez różnych podróżników i blogerów.

 

  • Które miejsce wzbudziło w Was największe emocje? Spełniliście któreś z WIELKICH marzeń?

Dla mnie cała ta wyprawa to było jedno wielkie spełnianie marzenia. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że najbardziej podobała nam się przyroda. Magiczne, zamglone, spowite chmurami Żółte Góry zrobiły na nas największe wrażenie. Aga nawet stwierdziła, że to najpiękniejsze góry, jakie widziała w życiu. Niewiele ustępowały im góry Zhangjiajie,  znane z „Avatara” Jamesa Camerona. Poza tym Aga była wniebowzięta oglądając kompleks skalnych świątyń buddyjskich w Yungang.

Jeśli chodzi o dzieło człowieka, to ja byłem pod wrażeniem Hong Kongu. Pierwszy raz widziałem w jednym miejscu tak gęsty las wieżowców. Chociaż drapacze chmur w Szanghaju były piękniejsze, to właśnie w Hong Kongu nie mogłem się nadziwić za każdym razem, kiedy spacerując ulicami miasta podnosiłem głowę do góry. To także zadziwiająco czyste miasto jak na ilość mieszkańców. No i ten wybór jedzenia!

Rzeka Li

Góry Żółte

Hong Kong

Hong Kong

Groty Yungang

  • Do tematu jedzenia jeszcze wrócimy;) Czy któreś z miejsc zawiodło Wasze oczekiwania?

Dla mnie był to Pekin, bo chociaż czytałem o nim wcześniej mieszane opinie i wygórowanych oczekiwań nie miałem, to mimo takiego nastawienia wyjechałem ze stolicy Chin zawiedziony. Plac Niebiańskiego Spokoju w moim odczuciu nie był wcale taki ogromny, chociaż oczywiście zawsze warto odwiedzać tego typu historyczne miejsca. Zakazane Miasto specjalnego wrażenia na mnie nie zrobiło (najciekawsze były tak naprawdę eksponaty w jednym z muzeów, za to tłumy turystów uprzykrzały nam życie). Hutongi skomercjalizowały się i straciły autentyczność. W Świątyni Nieba najfajniejsi byli staruszkowie, grający w parku w rożnego rodzaju gry. Drapacze chmur nijakie w porównaniu do Hong Kongu czy Szanghaju. Cofając się teraz w czasie skróciłbym czas spędzony w Pekinie do minimum.

Pekin

  • Czy przeżyliście jakąś zabawną lub niebezpieczną przygodę?

No pewnie! Co to za wakacje, kiedy nie przywozi się ze sobą do domu tego typu historii? Na skutek pomyłki zostawiliśmy w odjeżdżającym autobusie podręczną torbę z aparatem i paszportem. Wdałem się w pościg po wielopasmówce, ale nie miałem większych szans i po kilku chwilach zacząłem opadać z sił i tracić autobus z oczu. Wtedy drogę zjechał mi skuter z Chińczykiem, który widział całą sytuację. Następne 2-3 minuty musiały wyglądać jak pościg z planu kolejnej części „Bonda” (śmiech).  Autobus udało się zatrzymać, torbę odzyskać, a mnie nagrodzono owacją. Nie wiedziałem, że w tym samym czasie do Agi podeszła para chińskich turystów, którzy posiadali numer telefonu do kierowcy autobusu i także postanowili nam pomóc. A ja głupi się dziwiłem, że kierowca tak łatwo zatrzymał się na widok goniącego go jedynie w sandałach, szalonego białego turysty, przewyższającego każdego z pasażerów o głowę!

 

Hong Kong

 

  • Przygoda jak z filmu ale domyślam się, że w tamtym momencie nie było Ci do śmiechu;) Powiedz mi proszę, czuliście się w Chinach bezpiecznie?

I to jak! Mentalność mieszkańców i zapewne też wszechobecna policja sprawiają, że Chiny to bardzo bezpieczny kraj. Można bez obaw paradować z pieniędzmi na wierzchu, chodzić po ciemnych uliczkach, czy zostawiać bagaże na kilka dni w ogólnodostępnym miejscu w hostelu. Zwróciliśmy też uwagę, że w Państwie Środka prawdopodobnie w ogóle nie istnieje coś, co w Europie jest niestety powszechne: wandalizm i bezsensowne niszczenie własności publicznej.

 

  • Czy przydarzyły się Wam jakieś nieprzyjemności?

Kilka, ale jak wiesz to nieodłączny element podróżowania na własną rękę.
Najbardziej nieprzyjemnie było, kiedy okazało się, że bankomat wydał nam około 1400 juanów (niecałe 150 euro) w fałszywych banknotach. Czternaście fałszywych podobizn Przewodniczącego Mao! Przed wyprawą czytałem o podobnych sytuacjach, ale nie przypuszczałem, że taki pech spotka właśnie nas.

Rezerwując pociąg online po raz pierwszy, pomyliłem jedną cyferkę w numerze paszportu (w Chinach przy kupnie biletów na pociąg i wielu atrakcji turystycznych wymagane jest okazanie paszportu) i bilety nam przepadły. Być może znając język chiński udałoby się wykłócić, ale jako turyści nie mieliśmy szans. Ostatecznie zamiast 5-godzinnej podróży szybkim i wygodnym pociągiem, przeżyliśmy 17-godzinną przejażdżkę nocnym busem.

  • Jak oceniacie stan zanieczyszczenia środowiska w Chinach? Czy smog dawał się Wam we znaki?

Obawiałem się smogu, przed wyjazdem z przerażeniem czytałem relacje wielu rozczarowanych podróżników, którzy z tego powodu nie widzieli panoramy Hong Kongu, albo narzekali na złe samopoczucie. My tylko raz widzieliśmy smog z punktu obserwacyjnego w Oriental Pearl Tower w Szanghaju i raz pod Pekinem z okna pociągu – w obu tych przypadkach gdzieś tam daleko w oddali, ledwo go dostrzegliśmy. Mieliśmy najwyraźniej bardzo dużo szczęścia.

Poza utartymi ścieżkami

Szanghaj – widok z Oriental Pearl Tower – nad horyzontem smog

 

  • Ile średnio w Chinach kosztują wstępy do atrakcji?

Zdecydowanie za dużo! Ceny biletów do muzeów i podobnych atrakcji są zróżnicowane, ale w większości przypadków rozsądne. Muszę jednak dodać, że w Państwie Środka kupuje się także bilety wstępu do niektórych wiosek, czasami nawet na place czy starówki, więc ostatecznie uzbiera się niemała sumka. Ale tym, co najboleśniej uszczupli budżet każdego turysty, są bilety wstępu do parków narodowych. Zapłacimy za nie od kilkunastu do kilkudziesięciu euro, po czym i tak będzie trzeba dopłacić za nieuwzględnione w cenie biletu przejazdy kolejkami linowymi, przejścia szklanymi mostami i szklanymi tarasami czy inne dodatkowe atrakcje. Na szczęście zawsze warto!

Góra Tianmen we mgle

Góry Żółte

Góry Żółte

Jinshanling, Mur Chiński – mniej oblegany i najbardziej autentyczny fragment, jaki udało się zobaczyć Tomkowi i Adze

 

  • Tak jak obiecałam, wracam do tematów kulinarnych, jakże mi bliskich… Kiedy wspominam Azję, zawsze myślę o jedzeniu;) Czy jedliście coś smacznego lub nietypowego?

Oczywiście! Podróżowanie bez próbowania tradycyjnej lokalnej kuchni straciłoby dla nas sens i chyba głównie dlatego, ja osobiście, nigdy nie przejdę na wegetarianizm. Najbardziej nam smakowały przepyszne chińskie pierożki i pyzy na parze z różnymi nadzieniami. Całkiem smaczne były niektóre smażone warzywa albo ryby i owoce morza. Starałem się codziennie pić dobrą chińską herbatę, zamawiać ryż i jeść lokalne owoce (które dla lokalsów są tym, czym dla nas chipsy, batoniki i inne niezdrowe przysmaki). W Hong Kongu furorę zrobiły… tradycyjne japońskie strzępione lody, suflet naleśnikowy i tajwańskie piwa o smakach zielonej herbaty i dzikiego ananasa. Niestety nie spróbowałem żadnej nietypowej potrawy, której nie znałbym już wcześniej (jedynym wyjątkiem były pierożki nadziewane mięsem z salamandry). Zgłodniałem wspominając to wszystko! W pewnym momencie organizm jednak domagał się „naszego” jedzenia, więc musiałem odwiedzić Pizzę Hut i piekarnię.

  • Doskonale Cię rozumiem, nam też zdarzyło się raz zgrzeszyć w Burger Kingu – Maciek nalegał, a gdy dał mi gryza, myślałam, że się rozpłynę.. Jakie były Wasze dzienne średnie wydatki na posiłki?

Ogólnie ceny jedzenia w Chinach są przystępne i nie obciążyły nadto naszego budżetu. Nie mogę tu podać żadnej średniej kwoty, ponieważ zdarzało się, że z powodu napiętego harmonogramu jedliśmy jeden posiłek dziennie, zdarzały się też dni obżarstwa od rana do nocy! Ceny różnią się w zależności od prowincji, poza tym oczywiście najtaniej jest w rejonach mniej turystycznych, najdrożej w większych miastach. Uwaga na Hong Kong, droższy od większości europejskich miast! Z drugiej strony, to w Hong Kongu było najlepsze jedzenie, to tam odwiedziliśmy świetną restaurację z jedną gwiazdką Michelin, w której za lunch z deserem zapłaciliśmy zaledwie 15 euro za osobę. Gdzie w Europie zjecie tak tanio w restauracji nagrodzonej przez Michelin? Najtaniej jest jak zawsze w lokalnych jadłodajniach, nasz rekord to około 60 euro centów za smaczne śniadanie dla jednej osoby. Ale tego typu miejsca należały do rzadkości, przynajmniej tam, gdzie my podróżowaliśmy.

 

Rozrywki na świeżym powietrzu

Kaligrafia

  • Czy spotkaliście w drodze jakichś ciekawych ludzi? Nawiązywaliście kontakty z miejscowymi?

To było niestety bardzo utrudnione ze względu na barierę językową. Poza wspomnianą już parą, która pomogła odzyskać naszą torbę, rozmawialiśmy dłużej tylko z dwoma młodymi, sympatycznymi Chińczykami, którzy sami zainteresowali się nami podczas jednego z posiłków.

  • Co powinny wiedzieć osoby, które planują wyjazd do Chin?

Trudne pytanie. Myślę, że takie osoby na pewno muszą być przekonane, że to właśnie ten kraj chcą zobaczyć, ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Jeśli ktoś wybiera się do Chin, żeby po raz pierwszy zasmakować Azji, to polecałbym na początek inny wybór. Trzeba zdawać sobie sprawę, jakie Chiny są ogromne i wiedzieć, że przemieszczanie się zajmuje mnóstwo czasu. To się rozumie dopiero będąc na miejscu, siedzenie wcześniej w domu i przesuwanie palca na mapie nie ma znaczenia. Trzeba być przygotowanym na zupełnie inną kulturę, inne wartości, styl życia i sposób bycia – czasem jest to ciekawe i zabawne, ale czasem tłok i korki, tłumy irytujących chińskich turystów na każdym kroku, wszechobecny hałas, męcząca pogoda, bariera językowa i trudność w nawiązywaniu kontaktów oraz zainteresowanie, jakie wciąż budzą tam biali turyści, mogą być przytłaczające dla nieświadomego, nieprzygotowanego na to przybysza z Zachodu.

Dlatego uważam, że należy przygotować się do wyjazdu do Chin nie tylko praktycznie, ale również mentalnie; trzeba sięgnąć po książki, filmy czy relacje osób, które tam wyemigrowały, żeby zrozumieć ten kraj i jego mieszkańców, zawiłą historię i być świadomym, skąd wynikają te wszystkie różnice kulturowe. Wybierając się wtedy do Chin zaoszczędzimy sobie sporo nerwów i rozczarowań. Zamiast tego przeżyjemy fascynującą przygodę, dowiemy się nieco więcej o świecie i nas samych!

 

  • Trochę głupio tak ciągle pytać o wydatki, ale z doświadczenia wiem, że czytelników temat ten szczególnie interesuje, zwłaszcza jeśli ktoś ma w planach podobną podróż – jak ostatecznie wypadł Wasz budżet?

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że pytasz poznaniaka? (śmiech) A na poważnie, prawie miesięczny pobyt w Chinach (łącznie z biletami i wizą) kosztował nas niecałe 3000 euro za osobę. Zawsze byłem niemal bezbłędny w szacowaniu budżetu przed wyjazdem, niestety tym razem pomyliłem się o ponad 500 euro, na dodatek z różnych powodów i tak nie kupiliśmy kilku pamiątek. Chiny nie są już tanim krajem, ale my podczas podróży też nie oszczędzamy – jeśli mamy na coś ochotę, to kupujemy, a jeśli możemy zaoszczędzić sporo czasu wybierając nieco droższy środek transportu, to zazwyczaj tak robimy. Oszczędzać można w domu przez resztę roku, prawda Daria? Jestem pewien, że jeśli któryś z Twoich czytelników zdecyduje się na podróż do zachodniej, biedniejszej części Chin, z dala od największych miast i najpopularniejszych atrakcji turystycznych, które my odwiedziliśmy, to może zmniejszyć ten budżet prawie o połowę.

  • To jeszcze na koniec, czym zachęciłbyś moich Czytelników do odwiedzenia Chin?

Wydaje mi się, że osoby ciekawe świata i lubiące podróżować nie potrzebują żadnej specjalnej zachęty. Natomiast czytelników, których nie fascynuje chińska kultura i sposób życia, mogę zapewnić, że warto wybrać ten kierunek ze względu na niesamowite cuda przyrody, którymi Matka Natura szczodrze obdarowała ten kraj.

 

Tomku, bardzo dziękuję Ci za rozmowę! Do zobaczenia w Irlandii lub gdzieś w świecie:)

Jeśli macie pytania, zachęcam do komentowania:) Możecie też śledzić profil Tomka na Instagramie @tomklimowicz – robi naprawdę niesamowite zdjęcia!

post a comment