Top
  >  Wolne myśli   >  Przybyłem. Zaliczyłem. Zwyciężyłem.
Podróże są w modzie. Na palcach jednej ręki mogę zliczyć znajomych, którzy nie podróżują, natomiast nie nadążam za tymi, którzy złapali bakcyla. Chwilami mam wrażenie, że w tych czasach podróżują wszyscy.

Nie ma się co dziwić – tanie loty (czasem za przysłowiowych parę złotych), hostele, pokoje na Air B&B, bla bla cary, napiwkowi przewodnicy z free walking tours czy darmowe muzea w niektóre dni miesiąca. A jak ktoś jeszcze skusi się na couchsurfing/namiot i autostop, na wycieczce wyda jedynie na jedzenie i bilety wstępów. Żyjemy w czasach, w których możliwości się mnożą.

 

Tylko dlaczego, mając świat na wyciągnięcie ręki, sami dajemy z siebie tak niewiele?

 

Podróżujemy (brzmi dumnie), jesteśmy tacy światowi. Wracamy z urlopu i usiłujemy brylować w towarzystwie…

„Wreszcie zaliczyłam Barcelonę…”

„Pojechaliśmy do Rzymu zaliczyć pizzę i Forum Romanum…”

„Zaliczyłem Hiszpanię, ale powiem Wam, poza klubami i plażą nic tam nie ma…”

„Byliśmy „na Chorwacji” i zaliczyliśmy plażing…”

„Ja już mam całą Europę zaliczoną…”

„Zaliczyliśmy już Paryż, Barcelonę i Londyn, to jeszcze tylko Rzym nam został…”

 

Czyli teraz o to w całym tym podróżowaniu chodzi? Żeby zaliczyć i mieć z głowy? Czy tylko ja tak mam, że kiedy słyszę słowo na zet, więdną mi uszy i momentalnie tracę zainteresowanie rozmówcą?

 

Jakość a nie ilość. Zaliczanie nie jest fajne, umówmy się – ani w stosunkach damsko-męskich ani w temacie poznawania świata. Czasem wypadałoby się trochę wysilić. Poczytać, przygotować się, później cieszyć się podróżą samą w sobie, spróbować wtopić się w tłum (ale nie turystów), poczuć rytm miasta, zastanowić się, skręcić w boczną uliczkę, oddalić się od centrum, wspiąć na wzniesienie, zmienić perspektywę, zejść z głównego szlaku, zabłądzić, przy okazji odkryć coś nowego, przysiąść, zamówić kawę lub coś lokalnego, obserwować ludzi, jeśli trafi się okazja wdać się w pogawędkę z miejscowymi, być może zadać pytania i przy odrobinie szczęścia uzyskać odpowiedzi.

Gdzie się podziało myślenie, jakaś głębsza analiza, świadome zainteresowanie? Podróżowanie zaczęło tracić sens. Mam wrażenie, że ludzie niczego nie czytają o miejscach, do których jadą ani niczego nie chcą się o nich dowiedzieć. Co niektórzy nie widzą otaczającego ich świata, nie widzą niczego poza swoim smartfonem. Ale przecież byli! Odhaczone zaliczone.

 

„Dlatego podróżowanie niczemu nie służy. Jeśli ktoś nie ma nic w środku, nie znajdzie też nic na zewnątrz. Daremnie szukać po świecie czegoś, czego nie można odnaleźć w sobie”

Tiziano Terzani

Comments:

  • 22 listopada 2018

    Jestem tego samego zdania. Bo to, że się było w jednym mieście przez pół dnia można powiedzieć, że poznało się dokładnie to miejsce? Ostatnio mam wiele refleksji na ten temat. Mam wiele znajomych , którzy podróżują dużo, a każdego dnia są w innym miejscu. Nie wiem, co o tym myśleć… POzdrawiam 😉

    reply...
  • 22 listopada 2018

    Tez mi wiedna uszy jak slysze zaliczanie. To nie podroz. A dane panstwo to nie jedno miasto, po odwiedzeniu ktorego mozna sie wymadrzac. Trzeba spedzic duzo czasu, wedrowac wlasnymi sciezkami, spotykac i rozmawiac z tubylcami, by zrozumiec choc czesc tego miejsca. Dlatego ja np czesto wracam tam, gdzie juz bylam, by odkrywac wiecej i nabierac innych perspektyw, by sprobowac zrozumiec miejsce

    reply...
  • 2 grudnia 2018

    Zgadzam się co do idei ale samo słowo na zet można wielorako zrozumieć. A co jeśli ktoś ma listę i skreśla obejrzane obiekty? Często tak się mówi ale w pozytywnym rozumieniu tego słowa.Konkludując:niech Ci będzie:))

    reply...

post a comment