Top
  >  wskazówki   >  Jak oszczędzamy w podróży?
 „Wy to musicie super zarabiać skoro tak ciągle gdzieś jeździcie.” Chciałabym! Pomijając całą kwestię oszczędzania w rzeczywistości codziennej, niektórzy zapominają chyba, że podróżujemy nisko-budżetowo. Czasem bardzo nisko;)
  • Przede wszystkim w obrębie Europy nie kupujemy biletów droższych niż 500 złotych za nas oboje w 2 strony. To nasz absolutny limit. W dzisiejszych czasach można dorwać bilety za parę złotych, więc najzwyczajniej szkoda przepłacać. Czasem lepiej zaczekać np. do jesieni i lecieć po sezonie. A jeszcze człowiek dodatkowo zyska, unikając tłumów i kolejek.
  • Urządzamy pikniki w plenerze – o tak, pikniki to nasza specjalność;) Na ławce w parku, na wzniesieniu z widokiem na okolicę, na plaży, w ogrodach Alhambry w Granadzie, nad rzeką, na pomoście w Wenecji…:) Kiedy jesteśmy w „drogim kraju”, nierzadko rezygnujemy z posiłków w lokalach. Zwłaszcza, jeśli chodzi o śniadania i lunche. Wówczas tylko raz dziennie wybieramy się na ciepły posiłek (zwykle obiad lub kolację). Często ratuje nas lokalny street food. W Paryżu np. jedliśmy bagietki i sery pod Wieżą Eiffla a tylko raz szarpnęliśmy się na chińszczyznę. Oczywiście, w tańszych krajach stołujemy się z lubością, a lokalna kuchnia zawsze u nas wygra z kolejnym muzeum.

Wenecja

Wenecja

  • Nie płacimy za wstępy do kościołów. Płatne kościoły wręcz nas odpychają. Zdarzyły się oczywiście wyjątki jak La Mezquita w Kordobie, na której najzwyczajniej nam zależało. Podobnie z niektórymi świątyniami w Azji – tym bardziej, że kosztowały symboliczne grosze. Olaliśmy jednak wiele irlandzkich katedr, niejeden kościół włoski czy bazylikę w Kadyksie. Czasem da się sprawdzić, w który dzień wstęp do danego kościoła jest bezpłatny np. katedra w Sewilli przez parę godzin w niedziele. Ja rozumiem, że wiele z nich to zabytki klasy światowej, ale jednocześnie miejsca, do których ludzie przychodzą się pomodlić, pomyśleć…Dobre wrażenie zrobił na nas Paryż, gdzie wstępy do kościołów i katedry Notre Dame były bezpłatne.

Wnętrze Wielkiego Meczetu w Kordobie (La Mezquita)

  • Nie płacimy za toalety! Za potrzebą chodzimy do knajp;) –właściciele przybytków wpuszczają bez problemu – zwykle wystarczy się uśmiechnąć;) Jeśli nie ma innego wyjścia, siadamy na kawę / piwo i potem – już jako klienci – korzystamy z wc. Jeśli istnieje taka możliwość, wybieramy naturę i plenery – to znacznie lepsza opcja niż podśmierdujące toi toie;)
  • Nie jesteśmy fanami muzeów – czy każdy musi to kochać? Są oczywiście takie, do których z chęcią zajrzeliśmy- Muzeum Marionetek Sycylijskich – naprawdę warto! Podobnie Muzea Watykańskie czy Muzeum Antropologiczne w Meksyku – zrobiły na nas ogromne wrażenie. Jednak oglądanie kolejnych strzelb i fragmentów pokruszonych dzbanów najzwyczajniej nas nie interesuje. O tym, że wstępy do niektórych instytucji potrafią zdegradować budżet, wiadomo nie od dziś. Dlatego czasem po prostu odpuszczamy, siadamy na placyku, zamawiamy dobrą kawę i obserwujemy ludzi.

Muzeum Marionetek Sycylijskich, Palermo

  • Niektóre atrakcje oszukują. Stwarzają pozory płatnych, choć w rzeczywistości nie są. Przed wyjazdem dobrze poczytać opinie w sieci. Dobrym przykładem jest Grobla Olbrzymów w Irlandii Północnej – na ich stronie można przeczytać, że konkretnie liczą sobie za wstęp choć tuż obok centrum turystycznego znajduje się bezpłatna ścieżka dla uświadomionych… Podobnie Klify Moherowe w Irlandii Zachodniej – można spacerować po nich bezpłatnie, lecz parking + visitor centre (do którego uwierzcie wchodzić nie musicie) to koszt 6 euro od osoby. Wystarczy zostawić auto kawałek dalej a unikniecie niepotrzebnego wydatku.
  • W celu spożycia obiadu lub kolacji, oddalamy się o parę kilometrów od centrum. O tym, że szukamy knajp, w których przesiadują głównie miejscowi, chyba nie muszę wspominać?;) To sprawdzona, uniwersalna zasada.
  • Jeśli takowe w danym kraju występują, korzystamy z barów mlecznych, bufetów i stołówek. Poza Polską znajdziecie je m.in. na Węgrzech (tzw. Bufe) i w Rumunii. Ale nie tylko!
  • Punkty widokowe to nie tylko pobliskie wzniesienia. Jeśli nie chcecie płacić za wstęp na wieżę widokową ratusza lub katedry, z pewnością warto poszukać knajpy znajdującej się na tarasie wysokiego budynku – można usiąść przy piwku lub kawie i popatrzeć na okolicę. A jeśli restauracja na szczycie również należy do „jakby luksusowych”? Cóż, za samo wejście do knajpy i rzucenie okiem na okolicę nikt Was nie skasuje;)

Widok z wieżowca Neboticnik w Lublanie

  • Swojego czasu jeździliśmy na couchsurfing, dziś chętniej stawiamy namiot (na dziko lub na campingu). Od paru lat strzałem w dziesiątkę są noclegi na Air B&B. Poza tym, często odwiedzamy znajomych;)
  • Jeśli macie przyjaciół w ciekawych częściach świata, nie bójcie się ich odwiedzać! Nie wypada? Przecież potem możecie się zrewanżować i zaprosić ich do siebie:) Nikt lepiej nie pokaże Wam miasta i dobrych knajpek z lokalnym jedzeniem, jak miejscowi:)
  • Nasze stopy to nasz główny i ulubiony środek transportu:) Spacerowanie, włóczenie się nawet po kilkanaście kilometrów dziennie sprawia nam frajdę – pozwala mnóstwo zobaczyć i wczuć się w atmosferę miejsca. Czasem decydujemy się na rowery (miejskie lub z wypożyczalni). Na trzecim miejscu jest metro lub, jeśli metra brak – transport publiczny. Taksówki wchodzą w grę wyłącznie w sytuacjach awaryjnych lub w krajach niedrogich.
  • Wciąż lubimy wyjazdy autostopowe a czasem ta forma transportu może nawet człowieka uratować;) Na Lubelszczyźnie niemal dorwała nas sroga burza (gdzieś na pustkowiu) – złapaliśmy więc stopa i podjechaliśmy do miasteczka, gdzie czekało nasze auto. Szybka, kompletnie nieplanowana akcja. A para, która nas podwiozła dziwiła się, że wybraliśmy ich region za cel wakacji;)
  • Wypożyczenie auta to z pozoru droższa zabawa (choć coraz częściej można trafić na sensowne oferty) – ma jednak wiele zalet – gwarantuje niezależność, pozwala dotrzeć w miejsca, gdzie nie zawsze kursują autobusy (oczywiście tutaj i autostop zdaje egzamin), można zobaczyć znacznie więcej w krótszym czasie, przechować bagaże (w tym śpiwory i namiot), przeczekać ulewę a w ostateczności nawet w środku spać… Zawsze wybieramy auta ekonomiczne, które jak najmniej spalają. Nauczeni doświadczeniem z Andaluzji, wykupujemy pełne ubezpieczenie;) Z ogromnym sentymentem wspominam nasze roadtripy! I szczerze polecam:)

okolice Zahara de la Sierra, Andaluzja

  • Nie kupujemy pamiątek 1-go dnia. Sprawdzamy ceny – owszem, porównujemy, oceniamy. Chyba, że trafi się okazja, dana rzecz przypadła nam do gustu a jesteśmy w danym miejscu przejazdem. Najchętniej kupujemy gdzieś w drodze, na wsi czy prowincji od starszych pań lub miejscowych rzemieślników (w Meksyku najlepsze pamiątki czekały przy drogach;)).
  • Wino lub piwo z widokiem (nierzadko o zachodzie słońca) – to moje ulubione wspomnienia z większości naszych podróży!

Park Narodowy Gór Wicklow, Irlandia

 

Złośliwy podsumuje –  „Janusze podróży” 😉 Osobiście nazwałabym to rozsądkiem. Nie warto pchać się do każdej znanej atrakcji za każdą cenę jaką oferuje. Nie warto żyć ponad stan i przepłacać, jeśli nie trzeba. Zresztą, czy zwiedzanie to tylko bieganie od muzeum do katedry, od ruin do pałaców? Czy czasem nie wystarczy przysiąść na placyku i podziwiać scenki rodzajowe?:)

Z drugiej strony… Brak tu jakiejś równowagi. Dla przykładu w Barcelonie, zwiedzając po kolei wszystkie obiekty Gaudiego można zbankrutować, kiedy Akropol w Atenach odkrywałam za darmo – z polską legitymacją studencką (jednocześnie, bilet dla dorosłego był w cenie rozsądnej). Czyż dziedzictwo kulturowe nie powinno być powszechnie dostępne? Czyż opłaty za wstępy nie powinny pełnić bardziej symblicznej roli (tak, że i emeryt i student i rodzina wielodzietnia nie będą spotkania z kulturą / historią żałować)? Podejrzewam, że wówczas każdy znacznie chętniej dokładałby swoję cegiełkę na konserwację i utrzymanie zabytków.

 

A Wy? Jakie macie sposoby na oszczędzanie w podróży? 🙂 Podzielcie się!

Comments:

  • 2 grudnia 2018

    Bardzo trafne spostrzeżenia.Do większości się przychylam.Uwielbiam winko z widokiem i podjadanie oliwek i miejscowych specjałów na murku czy pomoście. Ale Tomek uwielbia analizować skorupy w muzeach więc tu się trochę rozmijamy..ha ha

    reply...

post a comment