Top
  >  Lofoty   >  Latem na Lofoty z plecakiem
Całkiem inna podróż! Dlaczego? Bo na północ, za koło podbiegunowe z Oslo jakieś 1200 km aż na Lofoty. Wyspy urokliwe, niepowtarzalne, po prostu – jak z innego świata.
Poza tym prawdziwy backpacking, jazda na stopa, oszczędzanie niemal na wszystkim, mycie się w niekiedy zimnej wodzie, tripy w deszczu, nocne marznięcie w namiocie. W krytycznych momentach na szczęście spaliśmy w hostelu, by nie nabawić się np. zapalenia płuc;) I to była ulga, nie pamiętam, żebym wcześniej tak bardzo ucieszyła się z prysznica, grzejnika i dachu nad głową, jak wtedy, gdy zawitaliśmy do miasteczka Å. Co jeszcze? Widzieliśmy z Piterem dzień polarny, siedziałam o północy na plaży w Rambergu w okularach przeciwsłonecznych, a białe noce były na porządku dziennym;) Dziwne, niezapomniane przeżycie, inne niż dotąd, nieporównywalne… Co mnie zachwyciło? Śliczne norweskie czerwone domki na palach z drewna, które przewijały się na każdym kroku, w każdej przystani, w każdej wiosce a nawet na terenie naszego hostelu.. Ponadto krajobrazy górskie i wiejskie, fauna i flora. Fiordy, wodospady, ośnieżone szczyty… Wszędzie spotykaliśmy miłych, przyjaznych ludzi, którzy byli gotowi do pomocy i chętni do rozmowy:) Co mnie zawiodło? Oslo samo w sobie i dołujące wręcz ceny w sklepach (To straszne uczucie jak wiecznie Cię na nic nie stać, czasem nawet na małą ‚Ice tea’!). Co było fascynujące? Podróż pociągiem przez tajgę i tundrę, która trwała ok 18godzin…Warunki?? Zdarzały się trudne, męczące, ale jak widać żyję;) No i dzięki temu było intrygująco! Przygoda za przygodą. Co tu dużo mówić, zapraszam na fotorelację z Norwegii, z naciskiem na Lofoty, wyspy, które mnie urzekły 🙂
Nasza trasa za koło podbiegunowe północne
Promem z Bodo na Lofoty (ok 4 godziny)
Lądujemy w Oslo. Leje, zimno… Zachęcająco
Szybka przesiadka (z pociągu na trasie Oslo-Trondheim do pociągu Trondheim-Bodo) w Trondheim
Tajga za oknem pociągu…
…i tundra
Każdy dostał swój mały zestaw: kocyk, opaska na oczy, zatyczki do uszu i dmuchana poduszka!
Lofoty!
Przystań w Moskenes. Tu po około 3,5 h rejsu dowiózł nas prom
Pierwszy wieczór, a właściwie biała noc. Tak, tu już była 23:30 i taki powiedzmy”zmierzch” został już do rana 🙂 Dziwnie, ale można się przyzwyczaić 🙂
Noc w namiocie nad jeziorkiem – nie pamiętam kiedy tak zmarzłam, jak wtedy…brrr!
Czas rozejrzeć się po okolicy 😉
Mostek nad wodospadem. Pierwszego ranka przyszliśmy tu po wodę do śniadania 😉
Śniadanko! Ryż/kasza z sosem i herbata 🙂
Niby lato ale na górskich szczytach (spokojnie, nie spiesząc się z topnieniem) leżał sobie śnieg…
samotny domek na skałce
po dość intensywnym spacerze, doszliśmy w końcu do miasteczka Å, na samym krańcu wyspy 🙂
Większą część miasteczka obejmował nasz hostel, o czym na początku jeszcze nie wiedzieliśmy 🙂 Tak, te czerwone domki są też do wynajęcia!
Strój polarnika? 🙂 Przynajmniej nie przemakał!
Przystań należąca do hostelu w Å – najkrótsza nazwa miasteczka na świecie
z widokiem na norweskie (ukochane!) domki
moje okienko w hostelu 🙂 klimatycznie w norweskim stylu!
I jakimś cudem tego mokrego, deszczowego dnia na 2h wyszło słońce… Z radością wybiegłam na dwór!
Zatoczka. Uwielbiałam jak te domki odbijały się w lustrze wody!
Ta cudna góra, która towarzyszyła nam każdego dnia.
Po prawej widać drewniane stojaki, na których zwykle suszą się ryby
– mały fetysz Norwegów;)
I chyba najpiękniejsze miejsce, tuż przy naszym hostelu 🙂
brak turystów, cisza, spokój… istna sielanka
pod słońce
przystań na Lofotach
nie mogłam się napatrzeć:)
łodzie w porciku
Od drugiej strony. wszystko na tych palach!
Dlaczego większość domków RORBUER (tak się nazywają!) jest czerwona? podobno kiedyś tylko taki barwnik potrafiono uzyskać (z kory okolicznych drzew). Farba pełniła funkcję ochronną
wszechobecne mewy, muszę przyznać, że trochę mi ich brakuje…
w tle Morze Norweskie
Tak wiem, wszędzie te domki. Ale stanowią one teraz dla mnie niejako symbol Norwegii 🙂 Jak myślę o Lofotach, to w głowie najpierw pojawiają się domki Rorbuer 🙂
Kuter rybacki oraz hostelowe muzeum, w którym wystawione zostały łodzie i ryby (niestety drogo – jak wszędzie – i nie zwiedzaliśmy)
pogoda się kończy, chmura zasłoniła już moje ulubione wzgórze
a tu dorsze – suszą się, schną i podśmierdują;)
pocztówka z Lofotów
i pomyśleć, że w tym uroczym zakątku dawniej grasowali wikingowie…
woda spokojna, ani drgnie, a może to lustro?
Znów robi się mrocznie. Słońce na Lofotach uszczęśliwia, mgła zaś zaciekawia…inspiruje…pochłania…
Idealne miejsce, jeśli ktoś chce pokontemplować, wyciszyć się, pomyśleć…
Gra świateł, ostatnie promyki, igraszki słońca z odcieniami przyrody. Zakochałam się w Lofotach
Mordor?
Tym razem nie czerwony!
wypad do deszczowego Reine
Zaraz znowu lunie
Reine w deszczu
I te pomarańczowe glony, świetnie wkomponowały się w krajobraz
Warto dodać, że pomimo deszczu, temperatura w dzień była dosyć wysoka (na Lofotach klimat jest  łagodny, dzięki prądowi morskiemu – Golfsztromowi)
w glonach zdarzały się muszle i skorupki jeżowców
A te domki mają łąkę na dachach! Tylko się położyć i patrzeć w niebo 🙂
zdjęcia i tak nie są w stanie oddać piękna tego archipelagu
ciekawość zaprowadziła mnie na dół, pod domek 🙂
ceny łososia w sklepie
Czas na lunch! czemu by nie na starym, opuszczonym placu zabaw z widokiem na piękne norweskie góry? 🙂 nigdy wcześniej nie jadłam polskich kabanosów w tak fascynującej scenerii!
Ach te wiejskie dróżki…co ciekawe, Norwegia to bardzo bezpieczny kraj – ludzie sobie ufają!
Zostawiają otwarte garaże z całym dobytkiem i jest dla nich oczywiste, że nikt ich nie okradnie ani nie oszuka. To oczywiście ułatwia podróż z plecakiem, niejednokrotnie zostawialiśmy nasze rzeczy samopas i zawsze zastawaliśmy je w stanie nienaruszonym.
Miasteczko Reine już dawniej stało się  inspiracją dla wielu artystów, stąd też po drodze mijaliśmy wiele małych galerii 🙂
Żegnamy się już pomału z naszym francuskimi towarzyszkami – pamiątkowe zdjęcie 🙂
Zaczyna się najpiękniejszy dzień naszej podróży. Już mieliśmy wyjeżdżać, ale obudziło nas cudne słońce i decyzja o przedłużeniu pobytu na Lofotach była oczywista:)
Zwłaszcza, że mieliśmy swój główny cel wyprawy, który o mało, przez deszczową pogodę nie został zrealizowany! Jaki był to cel? Zaraz się przekonacie 🙂
W oczekiwaniu na autostop 🙂 musimy przejechać w sumie jakieś 40 km na północ
Już po 2 podwózkach, krótki przystanek w słonecznym- w końcu – Reine. Niezła różnica w intensywności kolorów 🙂
No a tu (jak to ja) musiałam zagadać do obcego gościa – ale za to artysty 🙂 Zaczęliśmy od hiszpańskiego, potem przenieśliśmy się na angielski, aż w końcu pan z uśmiechem przyznał w ojczystym języku, że jest Polakiem 😉
Niełatwo czekać na stopa, gdy nic nie jedzie 😉 Ale w końcu, na ostatnim etapie podwiozło nas dwóch młodych braci ze Szwajcarii – metalowców 🙂
Miasteczko Ramberg – zdjęcie satelitarne (zwróćcie uwagę, na tą cudną plażę!, naszą destynację)
Dotarliśmy na północ miasteczka Ramberg! To tu, mieliśmy  zrealizować nasz główny cel, czyli zobaczyć prawdziwy dzień polarny! (białych nocy doświadczaliśmy w południowej części Lofotów)
W oczekiwaniu na północ…Opalam twarz w towarzystwie zupki chińskiej 😉 Nie ma to jak zdrowa dieta podróżnika w drogim kraju.
Słoneczko przygrzewa, pierwszy raz jest tak ciepło, że ze spaceru wracałam na boso 😉
Idziemy rozejrzeć się po okolicy i zobaczyć plażę 🙂
Domki Rorbuer były jak widać i na wyspie Flakstadoya
różnokolorowe 🙂
I już widać zarys plaży!
To niesamowite jak mogą różnić się krajobrazy,
na dystansie 30 km
Plaża w Rambergu…piękna, szeroka, piaszczysta… niemal jak na Karaibach
Szkoda, że woda w Morzu Norweskim zimna 😉 Popływałoby się na takiej rajskiej plaży!
spacer w oczekiwaniu na dzień polarny
No i się zaczyna, tu była już gdzieś tak 21:30 🙂
Tego wieczora słońce nie zajdzie!
dotknie horyzontu i znów powoli zacznie wschodzić
Muszę przyznać, że oczekiwanie na ten moment było strasznie intrygujące
Na plaży o 23:30? było ciepło i jasno 🙂
Północ! Specjalnie oznaczyłam na piasku to zdjęcie 🙂
pomimo nocnej pory, okulary przeciwsłoneczne się przydały 🙂
…tu była godzina jakoś 00:40 🙂 a może już pierwsza?! można było stracić poczucie czasu…
Wyjątkowe chwile, zaczyna się nowy dzień
Midnight Sun
Nasz główny cel (nie jedyny!) został zrealizowany! Po kilku chwilach zwątpienia, udało się jednak ‚zdobyć dzień polarny’!
Widok ze wzgórza, był chyba jeszcze piękniejszy
Dzień czy noc, o to jest pytanie? 🙂 Noc!
A ci przemili Niemcy, nie dość, że zabrali nas na stopa do Moskenes (skąd odpływa prom), to jeszcze zatrzymali się na parkingu, by zrobić nam kawę i podali śniadanie – to był pozytywny szok!
Uprzejmi, pomocni ludzie, zmieniłam trochę zdanie o Niemcach w czasie tej wyprawy:)
Tak wyglądał ich samochód, można powiedzieć, że to taki oldskulowy kamper 🙂 Świetna sprawa! „Nasi” Niemcy są już od ponad miesiąca w podróży tym autkiem 🙂  Byli już m.in w Szwecji i na Gotlandii. Nie dziwie się, że tak je kochają 🙂
chwila przerwy na zdjęcia i jedziemy dalej! 🙂
góry wspaniale odbijają się w wodzie…
No brak mi słów 🙂 widok wręcz zapiera dech w piersiach 🙂
Ostatnie chwile w Reine
Po długiej nocy, a raczej dniu polarnym, czas się odświeżyć! Czemu by nie w publicznej toalecie przy stacji promu?  Nie ma to jak umyć włosy w zimnej wodzie! Dobrze, że ciepło na zewnątrz, to chociaż szybko wyschły 🙂
Spacerek po przystani w Moskenes
Kiedyś chyba zamieszkam w takim domku 🙂
Czerwiec, lipiec, a w oddali na szczytach dalej leży śnieg
Kościółek w Moskenes
Z oddali nadpływa prom…samochody już ustawiły się w kolejce. Ładujemy się na pokład!
I odpływamy do Bodo…
plecak gotowy 🙂 czas do domku!
Odlatujemy z Oslo – nad fiordem utkanym wysepkami 🙂

Comments:

  • 12 lipca 2012

    Ech.. odżyły wspomnienia! Wspaniała wyprawa i szczerze gratuluję! Lofoty pozostają na zawsze w pamięci, niezależnie od pogody, pory roku i innych czynników… to naprawdę magiczne miejsce! Mam nadzieję, że zimowa wyprawa dojdzie do skutku, he?

    reply...
  • 12 lipca 2012

    Dziękuję bardzo :)Również mam taką nadzieję, bo zakochałam się w tych miejscach! Poza tym zorza, podobnie jak dzień polarny, musi być niezapomnianym przeżyciem…Lofoty są magiczne! 🙂

    reply...
  • 12 lipca 2012

    Tak, najlepiej skompletować pakiet, czyli Lofoty latem i zimą. Dzień polarny i noc polarna z zorzą to dwa przeciwieństwa, które maja swój niepowtarzalny urok. Zresztą Lofoty zima są zupełnie inne… ciekawe i nawet się zastanawiam, czy nie ciekawsze… niesamowicie śnieg podkreśla rzeźbę terenu. Zresztą polecam wejść na http://www.dudowie.pl i do zakładki ze zdjęciami z dalekiej północy…

    reply...
  • 12 lipca 2012

    jestem zauroczona! i już nie mogę się doczekać zorzy! pieniążki już się odkładają^^;)

    ps: podśmierdywanie, kabanosy, zatyczki i opaski na oczy…czuję się jakbym była tam z Tobą!;D

    reply...
  • 13 lipca 2012

    Obejrzałam Pana wspaniałe zdjęcia! jestem zachwycona jeszcze bardziej! Lofoty w śniegu też są czarujące, jednak przeraża mnie odrobinę zimno 🙂 ale dla zorzy na pewno warto! ja tam wrócę jeszcze nie raz, zwłaszcza do miasteczka Å, które emanuje spokojem i cudną przyrodą 🙂 ach już bym tam wróciła… a Ty Koci na pewno byś się odnalazła! ^^ bez wątpienia 😀 :* niedługo jedziemy razem z Odkrywcami! 🙂

    reply...
  • Weronika Budzeń

    14 lipca 2012

    Ja jadę zimą z Wami !!!

    reply...
  • Anonimowy

    15 lipca 2012

    Zorza już się szykuje na ODKRYWCÓW!!!:D

    reply...
  • Anonimowy

    15 lipca 2012

    Zachwycona!!! Nie wiem które zdjęcie mi się najbardziej podoba bo wszystkie są Cudne!!jak i miejsce oczywiście 😀 Już nie mogę się doczekać zimowych Lofotów!^^ Nasza zimowa wyprawa na pewno dojdzie do skutku!!! ZORZO!, szykuj się na ODKRYWCÓW!

    M.

    reply...
  • Anonimowy

    17 lipca 2012

    Tak jak jestem osobą, która lubi oglądać zdjęcia, lecz duża ich ilość z miejsca mnie odstrasza i powoduje, że całość lecę 'po łebkach', tak obejrzałem wszystkie z norweskiej wyprawy 🙂 A czytając komentarze… mimo, że minęło ponad 7 lat od czasu jak spędzaliśmy wspólnie czas a ludzie się zmieniają… to wiem, że to Ty!! 😀 Świetna fotorelacja! Jestem pod bardzo dużym wrażeniem 🙂

    A

    reply...

post a comment