Top
  >  Sycylia   >  Połów ryb w Kalabrii
Po ponad trzech tygodniach na Sycylii, zdecydowaliśmy wreszcie przeprawić się promem (6,5 euro w dwie strony) na stały ląd włoski. Na początku, nieco dziwnie czułam się, patrząc na oddalającą się od nas Mesynę, obejmowaną jak zwykle przez Góry Pelorytańskie. Zdążyłam już zadomowić się w tym mieście i polubić je ogromnie! Później, spacerując promenadą Lungomare wzdłuż wybrzeża Kalabrii, pomyślałam, jak intrygująco jest spoglądać na naszą Wyspę Słońca z czubka włoskiego buta!
Swoją drogą, samo Reggio jako takie, nie ma w sobie nic, co sprawiło, że chciałabym ponownie je odwiedzić. No może poza cenami – odkryliśmy że są niższe niż na Sycylii. Jednak lody nie były tam tak smaczne jak w Mesynie. Miasto wydało mi się nudne i gdyby nie to, że pogoda znów nam dopisała, nie wiem, co moglibyśmy przez cały dzień w nim robić. Dlatego zawsze, gdziekolwiek by się nie jechało, towarzystwo odgrywa rolę pierwszorzędną! To ludzie, moim zdaniem, a nie miejsca kreują niezapomniane chwile i wspomnienia:) Udaliśmy się do Kalabrii wraz z Anną z Węgier i Christine z Francji. Zupełnie przypadkiem, dzięki naszej francuskiej towarzyszce (która strasznie chciała nauczyć się łowienia ryb na żyłkę), ta niewinnie zapowiadająca się wyprawa przeistoczyła się w prawdziwą lekcję wędkowania, w towarzystwie mieszkańców Kalabrii – panów wędkarzy ze stałego lądu:) Owi panowie, tak bardzo zaangażowali się (Włosi są zawsze otwarci i chętni do pomocy!) w nauczenie Christine sztuki łowienia, iż nagle staliśmy się lokalną atrakcją, oczywiście gwiazdą wydarzeń była Christine:) Udało mi się nakręcić dość zabawny filmik, upamiętniający te sympatyczne doświadczenia. A śmiechu i zabawy było przy tym co nie miara!;) Tymczasem zapraszam na dzisiejszą fotorelację!
 Promem z Mesyny do Reggio di Calabria, rejs trwa ok 30 minut
Siedzieliśmy na bulwarze, wpatrzeni w Cieśninę Mesyńską i Sycylię, kiedy niespodziewanie Christine (Francuzka) zaczęła francusko-włsokim miixem bratać się z miejscowymi rybakami;) Postanowiła za wszelką cenę nauczyć się wędkowania na żyłkę;)
Panowie rybacy od razu zainteresowali się nową wędkarką! A jakże!
 Współpraca nawiązała się w mgnieniu oka! Christine złapała kontakt z wszystkimi miejscowymi wędkarzami, którzy cierpliwie udzielali jej niezwykle cennych wskazówek. Po ledwie kilku minutach przeszła z wszystkimi panami na „Ty” i nawiązała nowe przyjaźnie;) Czy znajomości przetrwają dystans cieśniny mesyńskiej? Już samo obserwowanie jej było świetną zabawą!
Połów ryb pod okiem fachowców
Tymczasem inni rozkoszowali się popołudniowymi promieniami słońca i podziwianiem Sycylii z oddali;)
Jeszcze chwilka cierpliwości…
I zdobycz w ręku! co prawda niewielka ale zawsze!)
Niestety, nie dla nas ta kolacja, pan zapakował manatki i zabrał rybę do domu…
Pomnik Vittorio Emanuele II – pierwszego króla zjednoczonych Włoch, a zaraz za nim wyłania się nasza kochana Sycylia 🙂
 To dopiero dużo ryba, aż się ludzie zbiegli, by podziwiać! Niestety, ta też nie nasza…
Kiedy w końcu Christine poczuła się spełniona i usatysfakcjonowana wędkarskimi doświadczeniami, udaliśmy się promenadą na zasłużony deser;)
Pierwszym, co wpadło nam w oko, były niedrogie lody –  jak się szybko przekonaliśmy, cena miała się do jakości. Ich smak nie dorastał naszym mesyńskim gelati do pięt!
 Kolejny przystanek – miejscowa katedra, również odrobinkę nas rozczarował. Cała fasada tej największej, religijnej budowli regionu Kalabria, była akurat zasłonięta nieestetycznymi rusztowaniami.  Na szczęście, jej wnętrze wynagrodziło nam stratę 🙂 Katedra została odbudowana po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi w 1908 r

Reggio po trzęsieniu ziemi w 1908 roku źródło

Następnie, napotkaliśmy na naszej drodze zamek, którym władali kiedyś Aragończycy.
Zabytkowy kościół w stylu bizantyjsko-normańskim
Te balkoniki przyciągnęły moją uwagę podczas dalszego spaceru przez miasto 🙂
Jednak dzień pod znakiem wędkarstwa jeszcze się nie skończył! Idąc przez Reggio, Christine co chwilę wypytywała ludzi o sklep, w którym mogłaby tanio kupić wędkę;)
łaźnie termalne z czasów rzymskich
Zaś to miejsce zupełnie nas zszokowało. Ruchomy chodnik/kładka/schody usytuowane w centrum miasta, nie prowadzące do żadnej konkretnej destynacji. Są bo…są. Zastanawialiśmy się jaki był pierwotny cel ich powstania – komu służą? Starszym osobom, chcącym przedostać się z wyższych partii miasta na plażę, ospałym turystom, czy też leniwej młodzieży z Reggio? Pewnie wszystkim po trochu. Jedno jest pewne, nie widziałam nigdy wcześniej czegoś takiego w żadnym włoskim miasteczku! Konstrukcja nieco szpecąca…
Na sam koniec naszej łowieckiej wyprawy, zaopatrzyliśmy się w tanie, lokalne, kalabryjskie trunki. Pyszne winko w dwóch nieetykietkowanych litrowych butelkach. W sam raz dla studentów! Na pamiątkę 😉

Comments:

  • mama

    25 października 2013

    Mam przed oczami taki obrazek : dziewczątko z wędką pod jedną pachą ,nieetykietowanym kalabryjskim winkiem pod drugą,w oczach odbijają się wielkie ryby z Messyńskiej Cieśniny,mknie ruchomym chodnikiem w nieznane,marząc o sycylijskich lodach pistacjowych..:))

    reply...
  • Anonimowy

    28 października 2013

    Pod tym zdjęciem z dużą rybą trzeba było napisać, że to Ty złowiłaś 😀 Tak zwana fikcja literacka 😉 Tęsknię kochana, jak zwykle moc buziaków ślę :* A.

    reply...

post a comment