Top
  >  Rzym   >  Styczniowy Rzym
Wyprawa do Rzymu była dobrym pomysłem! Wyprawa do Rzymu pociągiem (zamówione 2 miesiące wcześniej bilety wyniosły nas ledwie po 20 euro za osobę) była jeszcze lepszym pomysłem! Wyprawa do Rzymu w celu spotkania się z Anną, Gregorym (z Węgier) i resztą ekipy była znakomitym pomysłem! Przecinając z południa na północ niemal połowę włoskiego buta, mijaliśmy po drodze jego pełne różnorodności krainy: Kalabrię, Kampanię i Lazio. Z lewej strony towarzyszyło nam morze, z prawej zaś wierzchołki Apenin pokryte garstkami śniegu…
 odpływając z Mesyny
Z początku dziwnie i nieswojo czułam się wsiadając na prom i opuszczając Sycylię. Nagle, po 4 miesiącach, mieliśmy zostawić ją na całe 5 dni!!! Jechałam do Rzymu, wiecznego miasta, a było mi w zasadzie smutno. Zwłaszcza, że po pierwszej wizycie we włoskiej stolicy, miasto to kojarzyło mi się jedynie z owczym pędem po jego zakątkach, upałem i irytującym tłumem turystów. Ani chwili wytchnienia. Beznadzieja. Miałam nadzieję, że teraz będzie inaczej…

 peron w Reggio z Sycylią w tle

Dotarliśmy promem do wybrzeża Kalabrii i udaliśmy się promenadą Lungomare w stronę stacji kolejowej. Siedząc już w pociągu, patrzyłam w rozterce na ukochaną Mesynę, oddaloną teraz o całą cieśninę i oświetloną ciepłymi promieniami słońca. Pogoda była idealna, a w Rzymie zapowiadali deszcze i chmury… Nieciekawa perspektywa. Pociąg ruszył, a mój skurcz żołądka się pogłębił… Żegnaj Sycylio… Jechaliśmy wzdłuż wybrzeża, a każdy napotkany krajobraz miło nas zaskakiwał. Ciemne skały, zatoczki, lazurowa woda i fale. Fale, które pod Neapolem przekształciły się w wielkie, sztormowe bałwany. Nie oznacza to wcale, że przestały się nam podobać –  wręcz przeciwnie, były nawet bardziej fascynujące! W końcu, naszym oczom ukazał się Wezuwiusz – uśpiony władca Zatoki Neapolitańskiej. Nie wydawał się jednak tak potężny i nonszalancki jak nasza Wszechmogąca Etna.
widoki z pociągu – Calabria
śpiący Wezuwiusz

Wreszcie, z godzinnym opóźnieniem, dotarliśmy do Rzymu. Z przyjemnością wyszliśmy na świeże powietrze. Na peronie czekał już na nas Gregory (przyjaciel, z którym w październiku odbyliśmy kilka sycylijskich wypraw) i razem z nim udaliśmy się na Schody Hiszpańskie, by uczcić pierwszy rzymski wieczór winkiem 😉 Koniec dnia natomiast, spędziliśmy z naszym pierwszym hostem Jacopem (z Couchsurfingu) i jego towarzyszką Claudią, przy smacznym piwku w jednym z barów, u brzegu jeziora kraterowego w Castel Gandolfo (to tutaj papież ma swoją letnią rezydencję). Może nie pobyliśmy razem zbyt długo, jednak Jacopo i Claudia przyjęli nas bardzo przyjaźnie i otwarcie:) Tematów do włosko-angielskiej rozmowy nie brakowało! Pierwsze chwile w Rzymie uznałam za jak najbardziej zachęcające!

nasza trasa: Mesyna – Reggio – Rzym (702km, ok 7h pociągiem)

z Jacopem, naszym pierwszym hostem 🙂

Następnego ranka czekały nas: „przeprowadzka” do Alessio – naszego drugiego rzymskiego gospodarza oraz długo wyczekiwane spotkanie  z Anną i jej przyjaciółmi z Polski. Alessio przyszedł odebrać nas z dworca Rzym Trastevere i właściwie od razu wydał się nam bratnią duszą 🙂 Nie był to jakiś tam host tylko ukochany naszej koleżanki Ady 🙂 I może w Polsce znajomości zaczynają się przy często alkoholu, we Włoszech jednak, równie dobrze wychodzi to przy kawie! Krótko mówiąc, po pierwszym Cappuccino, humory już bardzo nam dopisywały 😉 Zanieśliśmy plecaki do mieszkanka Alessia i z parasolami w dłoniach wyszliśmy na miasto. Przy Colosseum spotkaliśmy się z Anną i resztą ekipy, nie zabrakło powitań i okrzyków radości – w końcu nie widzieliśmy się cały miesiąc! Teraz, już wszyscy w komplecie, mogliśmy śmiało ruszać na podbój Rzymu…

spacer nad Tybrem i Ponte Rotto – zepsuty most
centrum wiecznego miasta
na ulicy Foro Romano
 Okrążamy historyczne centrum miasta, które wraz z Watykanem znajduje się na liście UNESCO
kamieniczki
Colosseum, czyli inaczej Amfiteatr Flawiuszów z I w n.e.
Podobno Colosseum mogło pomieścić nawet ponad 50 tysięcy widzów!
Miały tu miejsce walki gladiatorów, naumachie – bitwy morskie oraz polowania na dzikie zwierzęta.
W 528r w Colosseum odbyły się ostatnie igrzyska. Być wewnątrz tego miejsca – bezcenne!!!

z całą ekipą 🙂

mapa z czasów starożytnego Rzymu
na Palatynie
wszechobecne ruiny przy Via dei Fori Imperiali – inaczej Alei Cesarstwa
Czas na lunch!!! a na deser Tiramisu – same pyszności! Niestety nie zanotowałam nazwy knajpy.
wzgórze Kwirynał i pałac prezydencki
Barokowa Fontanna di Trevi  Zasila ją woda doprowadzona akweduktem, zbudowanym jeszcze w 19 r. p.n.e!
Centralnymi postaciami fontanny są Okeanos i dwa trytony.
Włóczymy się uliczkami Pola Marsowego w Rzymie z naszym prywatnym przewodnikiem Alessio 🙂
Panteon –  „miejsce poświęcone wszystkim bogom” zrobił na mnie ogromne wrażenie! 🙂
Tę rotundę w klasycystycznym stylu ufundował sam cesarz Hadrian w II w n.e.
 Wnętrze świątyni – otwór w kopule ma za zadanie wpuszczać powietrze i światło. Podobno, gdyby go nie było, konstrukcja stałaby się zbyt ciężka i kopuła mogłaby się zawalić.
Spoczywają tu królowie m.in.Viktor Emanuel II, Humbert I oraz wybitne osobistości jak np. Rafael Santi, którego dzieła podziwialiśmy 2 dni później w Watykanie
Na najlepszych lodach świata! 🙂 Do wyboru m.in. lody o smaku szampana, słodkiej ricotty z figami, sezamu z miodem, czekolady z malinami, czekolady z pomarańczą, Tortu Sachera itd!
na Piazza Navona – w starożytności znajdował się tu lekkoatletyczny stadion Domicjana
(stąd też charakterystyczny kształt placu)
 knajpka „Rzymskie wakacje” 🙂 na Piazza Navona

Wieczór zwieńczyliśmy polskim żurkiem i pożegnalnym spacerem nad brzegiem Tybru. Nazajutrz Anna i jej kompani ruszali na wyprawę: Marsylia-Porto-Paryż 🙂 W czwartek, (wreszcie wyspani) bez pośpiechu zjedliśmy wschodnioeuropejskie śniadanie – jajecznicę. Nasz drogi gospodarz upierał się, że wszystko mu smakuje, widać było jednak, iż wolałby na słodko…

Pierwszym punktem tego dnia było Forum Romanum (znów z Maćkiem weszliśmy za darmo, tradycyjnie udając studentów architektury;)), które obeszliśmy bardzo dokładnie. Byłam szczęśliwa, że w końcu udało mi się wejść do samego serca wiecznego miasta i na spokojnie się po nim przespacerować (podobnie zresztą czułam się dzień wcześniej, wkraczając do Colosseum!). Co ważne, już pierwszego dnia przekonaliśmy się, że „styczniowy Rzym” nie został zdominowany przez turystów 🙂 Jacyś tam byli, ale nie zakłócali przestrzeni, w dodatku miłą niespodzianką okazały się braki kolejek!:) Miasto niemal tylko dla nas!

Późny lunch zjedliśmy na Campo di Fiori. Na deser ponownie udaliśmy się na najlepsze lody, jakie w życiu jadłam! Tylko 150 smaków do wyboru. Nie żartuję 😉  Nie był to jednak jeszcze finał tego pozytywnego dnia! Wieczorną wisienką na torcie okazało się Aperitivo – wyjście do knajpki na drinka i przekąski 🙂 Alessio, wraz ze swymi przyjaciółmi, w przyjemny sposób wprowadzili nas w klimaty włoskiego stylu życia 😉 Naprawdę, nie przypuszczałam nawet, że będę zajadać sushi w Rzymie, w dodatku za porażająco nieduże pieniądze! Wieczór jak marzenie, ponadto w doborowym towarzystwie!

Ołtarz Ojczyzny czyli tzw. Il Vittoriano oraz Grób Nieznanego Żołnierza przy Placu Weneckim (we wnętrzu budowli zwiedziliśmy muzeum, upamiętniające historię walk o zjednoczenie Włoch)
 widok z Il Vittoriano na Colosseum i Forum Romanum
poniżej trasa Via dei Fori Imperiali
 panorama
mewa na rzymskich wakacjach 🙂
współczesne centrum wiecznego miasta
 …i centrum starożytne 🙂 Wreszcie weszliśmy na Forum Romanum! 🙂
To najstarszy plac miejski w Rzymie, otoczony sześcioma z siedmiu wzgórz: Kapitolem, Palatynem, Celiusem, Eskwillinem, Wiminałem i Kwirynałem. Był to także najważniejszy ośrodek polityczny, religijny i towarzyski w całym mieście. Odbywały się tu znaczące święta.
po prawej Łuk Triumfalny Septymiusza Sewera z III w. n.e.
elementy dekoracyjne fragmentów dawnego Rzymu – ten wyjątkowo przypadł mi do gustu 🙂
panorama Forum Romanum (fot. Maciej)
od lewej: Alessio, Gregory i my 🙂
wspinamy się na Palatyn
Palatyn uważa się za miejsce najstarszej osady rzymskiej. Według legendy to tutaj, w jednej z grot wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa. Znajdowały się tu  pałace – Septymiusza Sewera, Domicjana, Dom Liwii, natomiast w czasach republiki bogate wille, należące m.in. do Marka Antoniusza, Cycerona czy Krassusa.
 Starożytny stadion na Palatynie
zajadając pizzę na Campo di Fiori
Usta Prawdy –  La Bocca della Verità
Na Aperitivo – czyli daję lekcję ze sztuki spożywania sushi w knajpie na Piazza Bologna 😉
 A te mosty (św. Anioła i sąsiedni) wręcz uwiodły mnie po zmroku!
 Nie mogłam oderwać wzroku od tych świateł na wodzie! W ogóle muszę przyznać, że w całym Rzymie najbardziej podobało mi się nad Tybrem 🙂
W tle Watykan 🙂
To chyba idealne zdjęcie na zakończenie relacji z Rzymu i jednocześnie dobra zapowiedź kolejnego posta o Watykanie:) – zapraszam serdecznie już wkrótce! Teraz mogę śmiało stwierdzić, że Rzym jest zachwycającym miastem pełnym niespodzianek, które napotyka się w zasadzie na każdym kroku. Po trzech dniach wałęsania się po jego zakątkach, mam świadomość jak wiele widzieliśmy, a jednocześnie, że wciąż to nie wszystko… Sporo nam zostało. Akurat na kolejną wizytę.
Musimy wrócić, by zobaczyć jeszcze:
1. Ogrody Tivoli
2. Rzymskie katakumby
3. Lepiej poznać rzymskie wzgórza (i zacząć je rozróżniać)
4. Ogrody i willa Borghese
5. Bazylika św. Jana na Lateranie
6. Willa Hadriana
7. Akwedukt Klaudiusza
Jeśli chcesz przeczytać post o naszych odwiedzinach w Watykanie, koniecznie kliknij tutaj 🙂

Comments:

  • mama

    1 lutego 2014

    Kolorystyka styczniowego Rzymu jest taka romantyczna..Nie dziwie się,że nawet mewa wybrała sobie ten termin na włoskie wakacje 🙂
    zdjęcia piękne,towarzystwo fajne,atrakcji moc-prawdziwe "la dolce vita!"

    reply...
  • Anonimowy

    4 lutego 2014

    Kochana piękne zdjęcia i piękny Rzym! Ile bym dała, żeby tam się teraz znaleźć;)

    Wajs

    reply...
  • 6 lutego 2014

    Z Rzymu każde zdjęcie jest piękne!! 🙂 Tyber ! p.s To na pewno ta sama mewa którą spotkałyśmy w sierpniu 😉

    reply...
  • 17 maja 2014

    Kochana dziękuję 🙂 wystarczy kupić bilety, teraz jest tyle kuszących zniżek 😉 Buziaki!

    reply...
  • 17 maja 2014

    Hahahah tak to pewnie ta sama mewa! 😉 dzięki za komentarz kochana :*

    reply...
  • 17 maja 2014

    To fakt, cały erasmus to la dolce vita 😉 musicie kiedyś skoczyć do Rzymu z T.! 🙂 Buziaki!

    reply...

post a comment