Top
  >  Irlandia   >  Powrót do przeszłości. Killarney
Całkiem niedawno, gdy znów odwiedziła mnie Rodzinka, po raz pierwszy wybraliśmy się na zachód Irlandii. Padło na Hrabstwo Kery a dokładniej – Killarney i okolice. Pogodę zapowiadali… „zmienną, choć raczej słoneczną”, czyli po prostu irlandzką;) Musieliśmy zaryzykować. Od kilku dni padało, mogłoby wreszcie przestać… Wstaliśmy wcześnie rano, by na miejsce dotrzeć o przyzwoitej porze (podróż autem ze wschodu na zachód, zajmuje jakieś trzy godziny).
Chcieliśmy zobaczyć naprawdę wiele miejsc, z czego głównym punktem programu był Park Narodowy Killarney. W końcu (co niektórzy po długiej drzemce), wygramoliliśmy się z auta z lekko bolącymi od siedzenia tyłkami, zaś naszym oczom ukazał się niewielki zamek, otoczony jeziorami i górami… Tak. Warto było jechać 3h w jedną stronę przez kraj, by ujrzeć takie cuda:)
lokalizacja hrabstwa Kerry na mapie
mapka orientacyjna przedstawiająca naszą trasę po hrabstwie Kerry
 orientacyjna mapka parku narodowego i jego atrakcji
Ross Castle. Charakterystyczny „dom wieżowy” z XV wieku otoczony murami. Wewnątrz oryginalne dębowe meble. Warto zwiedzić, choć jedynie w towarzystwie przewodnika. Bez obaw, pani ciekawie opowiadała i pokazała dużo elementów, na które sami pewnie nie zwrócilibyśmy uwagi:)
Widok jaki roztacza się z zamku na największe z trzech Jezior Killarney (Lough Leane)
spacerując po dziedzińcu zamku Ross
Makieta, przedstawiająca przekrój pięter domu wieżowego, wewnątrz zaś, na jednym z nich – scenkę rodzajową. Oto w jaki sposób mogło wyglądać życie klanu O’Donoghue – w przerwach między najazdami nieprzyjaciół;) Każde piętro służyło innym celom. Na samym dole żyła służba, nieco wyżej były sypialnie. Pokój dzienny wraz z kuchnią mieścił się na samej górze – gdzie było najbezpieczniej. Między piętrami ciągnęły się kamienne, kręcone stopnie tworzące klatkę schodową. Widzieliśmy też ubikację, garderobę (pomieszczenie z linką do wieszania ubrań) oraz „biuro”, gdzie przedstawiciel klanu zbierał i podliczał daniny od poddanych (z przynależnych do zamku ziem).
Ukryte wśród zieleni, opactwo Franciszkanów, założone w 1448r
Jest jednym z najlepiej zachowanych w całej Irlandii i chyba najpiękniejszym, jakie dotąd odwiedziliśmy. Wstęp wolny dla każdego. Żadnych barierek, żadnych wymownych oczu podejrzliwie zerkających, żadnych ograniczeń. W dodatku mnóstwo zakamarków, korytarzy, dziedzińczyków, schodków, tajnych przejść, które można eksplorować do woli! Naprawdę niesamowite miejsce, z duszą – przebiło nawet moje ulubione opactwo Tintern z hrabstwa Wexford!
Najpiękniejszym miejscem był jednak wewnętrzny
dziedziniec otoczony krużgankami.
Na samym środku dawnego wirydarzu rośnie stary, olbrzymi cis:)
Na przestrzeni wieków, klasztor był wielokrotnie najeżdżany
i niszczony a następnie odbudowywany przez mnichów.
ekscytująco było, spacerować po opactwie ze świadomością, iż kiedyś przechadzali się tędy mnisi:) (jak w serialu „Filary Ziemi” – polecam wszystkim, którzy lubią takie średniowieczne klimaty!)

droga wiodąca do opactwa…

Rezydencja Muckross – wiktoriańska posiadłość w stylu Tudorów
Pochodzi z XIX wiek posiada aż 65 pokoi i około 30 łazienek. Można ją zwiedzać, jednak my z Maćkiem się nie zdecydowaliśmy – wybraliśmy spacer po puszczy. Mama z Tomkiem woleli z kolei podziwianie wiktoriańskich wnętrz i wyszli z pałacu bardzo zadowoleni:) Dla każdego coś fajnego!
Taka sceneria towarzyszyła mieszkańcom Domu Muckross każdego dnia… Co ciekawe, ziemiańska rodzina Herbertów przez 6 lat przygotowywała się na wizytę królowej Wiktorii, inwestując i rozbudowując posiadłość. Pragnęli w zamian uzyskać tytuł szlachecki. Królowa przyjechała, lecz zabawiła na krótko. Niedługo po jej wyjeździe zmarł jej mąż, książę Albert. Zrozpaczona królowa zapomniała o rodzinie Herbertów i nie przyznała im wymarzonego tytułu… W związku z olbrzymimi wydatkami, jakie rodzina wtopiła w ulepszenia domu, ostatecznie popadła w kłopoty finansowe i musiała zdecydować się na sprzedaż pałacu…. O ironio…
w pałacowych ogrodach podziwiać można oranżerie i palmiarnie
mój ulubiony widok na ogrody Muckross:)
akurat wszystko kwitnęło i pachniało…prawdziwy maj!
Ogrodnikowi, który przyczynił się do zaprojektowania ogrodu, postawiono pamiątkową ławkę;) Stąd udaliśmy się z Maćkiem na wędrówkę do starej puszczy… Będzie o tym oddzielny post!
Pod koniec dnia, już wszyscy bardzo głodni i z burczącymi brzuchami, udaliśmy się na obiadokolację do miasteczka Kenmare, położonego w niewielkiej zatoczce Atlantyku:) Dzień mieliśmy cudny i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, jak znów wrócimy w te strony! Zachód wyspy jest równie niesamowity jak wschód! Już niedługo post z Parku Narodowego Killarney- zapraszam serdecznie!

Comments:

  • Anonimowy

    20 maja 2015

    Hej! chciałabym się z Tobą skontaktować. Napisz proszę meila zwrotnego, by było to możliwe :). mon.dziuryk@gmail.com

    reply...

post a comment