Top
  >  Azja   >  Spełnione marzenie o Azji – podsumowanie wyprawy
O podróży tej marzyłam od wielu lat. Już od dzieciństwa, bardziej ciągnęło mnie na Wschód, niż na Zachód (co nie oznacza jednak, że i o tym drugim kierunku nie marzę:)). Pomysł pojawił się spontanicznie w marcu ubiegłego roku. Siedziałam znudzona w pracy i fantazjowałam o dalekich zakątkach świata (zdarza mi się to notorycznie), aż nagle przyszła myśl:  
Czas wyrwać się gdzieś dalej, poza Europę! Najlepiej w stronę Wietnamu! 

 Hanoi

Maciek zgodził się bez oporów i wstępnie wyznaczyliśmy datę na późną jesień lub zimę następnego roku – kiedy w tamtych rejonach panuje pora sucha. Od tej chwili, większość pieniędzy zarobionych na emigracji odkładaliśmy właśnie na ten, jakże szczytny cel (na szczęście, w Irlandii łatwiej się oszczędza), a i do pracy chodziło się jakby przyjemniej;) Zaproponowaliśmy wyjazd znajomym, którzy zgodzili się z radością. No to jedziemy w czwórkę! Gdzie tam, nawet w piątkę!

Miesiące mijały (w moim odczuciu czas nagle zwolnił i dłużył się niemiłosiernie;)), a my przygotowywaliśmy się do podróży oraz rozpatrywaliśmy wady i zalety szczepień. W sierpniu kupiliśmy bilety lotnicze. W Internecie zamówiliśmy saszetki na dokumenty – do noszenia pod bluzką, kupiliśmy ręczniki z microfibry i kilka innych drobiazgów. Przejrzałam na trzech blogach długie listy rzeczy do zabrania (ciuchy, apteczka, moskitiera, aparat itp) i ułożyłam jedną, dopasowaną pod nas. Potem już tylko odhaczałam. Choć lecieliśmy liniami British Airways, postanowiliśmy spakować się do niedużych plecaków, które mieszczą się w kabinie tanich linii lotniczych. Bo kto by chciał dźwigać 15 kg przez kilka tygodni… Ostatecznie, każdy nosił po 7-8 kg, co i tak w upale dawało się we znaki. 
Plan trasy miałam w głowie praktycznie od samego początku. Wiedziałam, co i gdzie pragnę zobaczyć, trasa wykształciła się zatem samoistnie. Należę do tych osób, które w wolnych chwilach – w ramach hobby – rozmyślają, planują podróże i sprawdzają kilometraż w google maps, więc jeśli ktoś ma z tym problem, polecam się na przyszłość;) Później, za radą Malwiny, zmieniliśmy jednak Birmę (trochę mnie to bolało, ale szybko wyszło nam na dobre) na Laos, dzięki czemu utworzyła się logiczna pętla. Gdy plan został poprawiony i zatwierdzony przez wszystkich, zaczęłam przygotowywać się merytorycznie.
Czytałam, czytałam i jeszcze raz czytałam – głównie na blogach i stronach informacyjnych ale też w książkach, przewodniku – wszędzie. Do tego dużo notowałam w zeszycie, który zabrałam ze sobą (później, już w Azji, w tym samym zeszycie pisałam dziennik). Opracowałam informacje, o każdym, z odwiedzonych przez nas miejsc, a w czasie zwiedzania czytałam zainteresowanym;) – tak wiem, to chyba jakiś zespół natręctw;)

 Przewodnik, który zabraliśmy ze sobą – polecamy!
W końcu, nadszedł ten piękny moment, gdy złożyliśmy wypowiedzenia w pracy (nikt by nam nie dał siedmiu tygodni urlopu – takie szalone decyzje mają plusy i minusy;)) i polecieliśmy w siną dal…
Oto podsumowanie oraz wnioski, jakie wyciągnęliśmy po powrocie:
1. Podróżowaliśmy: po 6 krajach Azji Południowo-Wschodniej. Chciałam, byśmy w miarę możliwości, odwiedzili wszystkie najważniejsze atrakcje każdego z nich. Mieliśmy zobaczyć, w którym państwie spodoba się nam najbardziej, tak, by w przyszłości wiedzieć, do którego chcemy ewentualnie wrócić. Taka Azja w przekroju dla początkujących.

Choć z małymi wpadkami, zrealizowaliśmy cały program!

2.  Odwiedziliśmy:
*6 krajów: Tajlandia, Laos, Wietnam, Kambodża, Singapur, Malezja

*6 stolic: Bangkok, Wientian, Hanoi, Phnom Penh, Singapur oraz Kuala Lumpur
*10 atrakcji przyrodniczych i 17 atrakcji kulturowych – starałam się, by wszystko było wyważone – w programie panowała harmonia między cudami natury a antropogenicznymi perełkami;)
*9 miejsc z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO 
Kambodża – Świątynie Angkoru (dodatkowo Tonle Sap – rezerwat biosfery UNESCO) 
Laos – Miasteczko Luang Prabang nad Mekongiem
Malezja – Kolonialne miasteczko Georgetown
Wietnam
Cytadela cesarska w Hanoi
Zatoka Ha Long
Zespół krajobrazowy Trang An (Ninh Binh) 
Cytadela w Hue
Miasteczko Hoi An
Sanktuarium My Son
Byliśmy też na przedstawieniu wodnych marionetek w Hanoi, które zaliczane jest do wietnamskiego dziedzictwa niematerialnego.
* 4 parki narodowe
Phou Khao Khouay w Laosie
Cat Ba w Wietnamie
Taman Negara Pualau Pinang w Malezji
Laem Son w Tajlandii
3. Ponadto
* Kąpaliśmy się w 2 oceanach: Spokojnym (Morze Południowochińskie) oraz Indyjskim (Cieśnina Malakka oraz Morze Andamańskie) oraz w 3 wodospadach (Laos)
*Bardzo pozytywnie zaskoczył nas Bangkok – co za miasto!
* Kilkakrotnie wędrowaliśmy przez dżunglę (Laos, Wietnam, Tajlandia, Malezja)
* Płynęliśmy najdłuższą rzeką Półwyspu Indochińskiego – Mekongiem (dwukrotnie). W Wietnamie wybraliśmy się na wycieczkę rzeką Ngô Đồng (wśród gór i jaskiń).
* Odwiedziliśmy pawilon dla słoni (Tajlandia) oraz dwie Plaże Małp (Wietnam, Malezja)
* Jeździliśmy skuterami po utartych szlakach oraz bezdrożach (Laos, Wietnam, Kambodża, Malezja)
* Piliśmy herbatę wśród herbacianych wzgórz
* Odwiedziliśmy ponad 15 buddyjskich świątyń oraz 3 hinduskie
* Dotarliśmy nad największe jezioro w regionie – Tonle Sap
* Zwiedziliśmy 2 kolebki regionalnych cywilizacji (Ayutthaya oraz Świątynie Angkoru), które na przełomie XVII i XVIII wieku stanowiły światowe potęgi, a ich populacje przekraczały milion mieszkańców.
*Eksplorowaliśmy wielką jaskinię Tham Poukham w Laosie
*Spacerowaliśmy po 3 kolonialnych miasteczkach: Luang Prabang, Hoi An oraz George Town
*Podziwialiśmy poranny rytuał zbierania jałmużny, z którego słynie Luang Prabang, a także słuchaliśmy buddyjskich mantr w jednej ze świątyń Bangkoku
*Osiem razy skorzystaliśmy z masażu (Tajlandia, Laos, Wietnam, Kambodża). Najlepszy odbyliśmy w Tajlandii i Wietnamie. Wybraliśmy się też na tzw. fish massage (Kambodża)
*Spędziliśmy tydzień w raju! Widzieliśmy dzioborożce i jedne z najpiękniejszych zachodów słońca!
*Zrealizowaliśmy 7 punktów z mojej bucket list
*Regularnie jadaliśmy na ulicy w – podobno – obskurnych garkuchniach, których nasz polski sanepid nie nadążałby zamykać. Tam gdzie miejscowi – najtaniej i najsmaczniej, bez dwóch zdań! Jedliśmy też ostrygi, ślimaki oraz dwa razy sushi. Na miejscu ani razu niczym się nie zatruliśmy. Odchorowaliśmy za to po powrocie 3-dniową Zemstą Ho Chi Minha;) Później już, od doktorki dowiedziałam się, że to normalne, po powrocie z egzotycznych krajów, gdyż organizm znów przestawia się na kuchnię europejską. Tam jedliśmy dużo zdrowiej i bez zbędnego wysiłku, wszyscy nieco schudliśmy;)
 Świątynie Angkoru
Bezpieczeństwo: Nie przytrafiła się nam ani jedna niepokojąca sytuacja. Azjaci są przemili:) Trzeba orientować się w cenach i uważać jedynie na naciągaczy.
Zaliczyliśmy 3 wpadki: 
*Nie sprawdziliśmy terminu obchodów Chińskiego Nowego Roku (nie jechaliśmy przecież do Chin – nawet nie przyszło nam do głowy, by wziąć to pod uwagę), przez co utknęliśmy na tydzień dłużej w Laosie. Z perspektywy dnia dzisiejszego wyszło nam to na dobre! Laos nas urzekł! Z drugiej strony musieliśmy rozdzielić się z Malwiną, na którą chłopak czekał w Wietnamie…
*Uciekł nam nocny autobus z Singapuru do Kuala Lumpur, przez co, stolicy Malezji w sumie nie zwiedziliśmy. Widzieliśmy jedynie wieże Petronas Towers.
*Zbyt mocno nastawiłam nas na pobyt w miasteczku George Town. Niestety, Wyspa Penang szybko nas zraziła, ale ze względu na wcześniejszą rezerwację pociągu do Tajlandii, nie mogliśmy się wcześniej stamtąd ulotnić. Utknęliśmy w George Town na 3,5 dnia.
Gdzie podobało się nam najbardziej?
Wielokrotnie o tym dyskutowaliśmy. Mi najbardziej podobało się w Laosie. No zakochałam się! Na same wspomnienie miasteczka Luang Prabang, wycieczki skuterami po okolicach Vang Vieng i mijanych po drodze wioskach) mam motyle w brzuchu (ajjj tęskno mi i chcę wracać). Maćkowi w Tajlandii – przyjaźni ludzie, ceny, nasza wyspa, Bangkok i jakaś taka sielskość… Rozumiem go! Wietnam, na który nastawiałam się najbardziej, miał dla mnie dużą wartość sentymentalną (śladami Dziadków), lecz wylądował na miejscu drugim;) O przewrotny L(a)osie! Kambodżę ciężko nam oceniać – 3 dni pobytu to raczej niewiele, by móc się wypowiadać (stolica nieciekawa, jednak wioska na palach nad jeziorem Tonle Sap i Świątynie Angkoru – marzenie!). Singapur – całkiem inna bajka! Miasto przyszłości, które przywróciło nas o zawrót głowy! Malezja… Gdyby nie spacery wśród herbacianych wzgórz w Cameron Highlands, wrócilibyśmy całkiem zawiedzeni. Plusem okazała się za to urozmaicona kuchnia (hinduskie i arabskie przyprawy)!
 Hanoi – Babcia 50 lat wcześniej, wnuczka 50 lat później
Wnioski:
Azja bardzo przypadła nam do gustu! Ludzie, klimat, jedzenie, architektura, religia, przyroda, krajobrazy – naprawdę wszystko! Program zrealizowaliśmy i to nawet z nawiązką, wróciliśmy w pełni usatysfakcjonowani! Jednak, już w samolocie powrotnym do Europy, stwierdziliśmy, że następnym razem przyjmujemy inną taktykę: mniej a dokładniej. Choć nie żałujemy ani chwili, a cała podróż zapewniła nam ogrom wrażeń, przygód i radości, przy następnej okazji zamierzamy postawić na jakość, a nie ilość. Skupić się na maksymalnie dwóch krajach, a nie sześciu;) Bo ledwo się z którymś z krajów zaprzyjaźniliśmy, ledwo poczuliśmy się zadomowieni, a już trzeba było go opuszczać. Jak wyjeżdżaliśmy z Laosu i Wietnamu to serce mi pękało! Jak odlatywaliśmy z Bangkoku, to wybuchło i się rozlało. Chcę tam wrócić! Natychmiast!
 Ayutthaya, Tajladnia
Pierwsze 4 tygodnie: Bangkok – Bangkok
Kolejne 3 tygodnie: Singapur – Bangkok
Od teraz, wszystkie posty z azjatyckiej wyprawy będą na blogu otagowane wspólną etykietą #7weekstravel. Podobnie na moim Instagramie zewprzygody_callofadventure. Obserwujcie, zapraszam! Gdyby ktoś chciał poczytać o wyprawie od początku – pierwszym postem z serii był Rozbuchany Bangkok. Dzięki za uwagę!:)
Spodobał Ci się ten post? Polub nas na Facebooku i bądź na bieżąco!:) Niebawem ciąg dalszy!

Comments:

  • 20 sierpnia 2016

    mi tak samo dzien nie mija bez myslenia o Wietnamie! Tez musze teraz cos pokombinowac zeby niedlugo tam wrocic. dobre podsumowanie, na pewno przyda sie osoba co sie niedlugo wybieraja. krotko, zwiezle i na temat:-)

    reply...
  • mama

    21 sierpnia 2016

    Świetnie podsumowałaś,ale największe brawa za mapki-teraz i w każdym poście. Bez nich wszystko mgliste,dalekie,niekonkretne. Dzięki nim czuję jakbym znała te zakątki świata i niemal była tam z Wami. Ujęły mnie też akcenty rodzinne-pięknie do nich nawiązujesz. Szkoda,że już koniec o Azji..Ale wiadomo-świat przed Wami:) Czekam na dalsze i dziękuję za to co już!

    reply...
  • 27 sierpnia 2016

    Dzięki Anetka:) Mam nadzieję, że się przyda! Warto zajrzeć też do wcześniejszego posta, który przedstawia kosztorys wyprawy. Strasznie tęsknię za tamtymi stronami i czekam na chwilę, gdy uda nam się wrócić do Azji… Trzymam kciuki, żeby i Tobie się udało, to może znów Cię odwiedzimy 😀

    reply...
  • 27 sierpnia 2016

    Dzięki Mamo, starałam się:) Też żałuję, że już koniec, ale może za jakiś czas pojawią się nowe azjatyckie wpisy:) Buziaki!

    reply...

post a comment