Top
  >  Maroko   >  Daj się namówić na Rabat
W Rabacie planowaliśmy spać, ale nam nie wyszło;) Długo szukaliśmy miejsca na nocleg w przyzwoitej cenie, ale okazało się, że stolica Maroka pod tym względem do najtańszych nie należy. Nie chcą nas na noc, to nie. Postanowiliśmy zatem udać się do Rabatu z rana, spędzić tam większość dnia i późnym popołudniem wskoczyć do pociągu, zmierzającego w stronę Marrakeszu (po obejrzeniu filmu z Kate Winslet, słowa te brzmiały jeszcze bardziej ekscytująco;)).
Nasz plan miał sens, więc zaczęliśmy ochoczo wcielać go w życie. Do czasu, aż na centralnym dworcu kolejowym stolicy państwa, okazało się, że nie ma skrytek na bagaże – bo po co? Dowiedzieliśmy się, że owszem, kiedyś były, ale najwyraźniej się nie opłaciły i zostały zlikwidowane. Świetnie. Żebyście zobaczyli nasze miny… I co my teraz poczniemy z wypchanymi po brzegi plecakami!?  Nosić ich przez 6-7 godzin nie zamierzaliśmy.

Niestety, nie pozostało nam nic innego, jak zabrać je ze sobą ale mój niezastąpiony towarzysz życia, wpadł na pomysł, że moglibyśmy zostawić je na przechowanie w jakimś hotelu. Czemu nie, zawsze to jakaś opcja. Gorzej z wykonaniem – w pierwszych trzech nie chcieli się zgodzić. Po 20 minutach dowlekliśmy się piechotą do starej części Rabatu – bagaż ciążył, ramiona bolały, a poziom mojego humoru wyraźnie się obniżył – no jak tu się cieszyć zwiedzaniem nowego miejsca z takim klamotem na plecach!? Zero swobody, sami rozumiecie. O cykaniu spontanicznych zdjęć nawet nie wspomnę. I wtedy zdarzył się cud, w sercu medyny natknęliśmy się na hostel dla surferów. A że to grono ludzi raczej wyluzowanych, zapukaliśmy do ich drzwi! Udało się! Po sekundzie, lżejsi o jakieś 18 kilo, ze znacznie szerszymi uśmiechami na twarzach, opuściliśmy ich przybytek i ruszyliśmy na eksplorację miasta (oczywiście, zastanawialiśmy się przez chwilę, czy dane nam będzie jeszcze kiedyś zobaczyć nasz bambetle, jednak stwierdziliśmy, że poza ciuchami, wiele do stracenia nie mamy – a najważniejsze rzeczy i tak mieliśmy przy sobie).

Nasza trasa: Meknes – Rabat (150 km, ok 2 godziny pociągiem)

W drodze do medyny mijamy budynek marokańskiego parlamentu

Wkraczamy do medyny i zapuszczamy się w wir uliczek

Są naprawdę klimatyczne, niczym nie odbiegają od tych z Fezu czy Meknes

Co ważne, jeszcze mniej tu przyjezdnych niż w Meknes, ale wcale nie ułatwia to targowaniu się, wręcz utrudnia. Handlarze twardo trzymają się swoich, zawyżonych cen.

Wędrujemy, bez większego planu

Rabat bardzo często omijany jest przez turystów, w ich mniemaniu to tylko nudna stolica. My się nie zgadzamy i zaraz przekonacie się, że mamy rację;)

Wystarczy przekroczyć niepozorną bramę Kazby Al Udaja…

Na moment zaglądamy do urokliwych Ogrodów Andaluzyjskich – ale podobnych naoglądaliśmy się już w Grenadzie czy Sewilli, więc idziemy dalej…

Nareszcie dotarliśmy! Biało – błękitny argument, o którym dowiedziałam się z bloga Zależnej w Podróży i który, po przeczytaniu jej posta, chciałam koniecznie zobaczyć na własne oczy:)

Ewidentnie znaleźliśmy się w niebie:)

Zdecydowanie moje klimaty. Maroko to kolejny po Turcji, Syrii czy Tunezji arabski kraj, w którym się zakochałam.

Wszechobecne marokańskie kociaki

Zaułek z czerwonymi detalami

Hipnotyzujący błękit 🙂

Gdzie nie spojrzeć, pięknie dopasowane, kolorowe donice z roślinami

W końcu docieramy na placyk, z którego widać ocean…

To już nasze trzecie, w zeszłym roku (po Galway w Irlandii oraz hiszpańskim Kadyksie), spotkanie z Atlantykiem. A przed nami jeszcze jedno – w Essaouirze!

Mała przerwa

W kazbie spędziliśmy jakieś 2 godziny, nie mogliśmy się nią nacieszyć

Chyba wszystkie jej zakamarki nadają się do publikacji;)

Wałęsamy się po kazbie

Brama meczetu – tutaj wejść nam nie wolno

Zakątek niby obdrapany, a wciąż przyciąga wzrok

Kiedy myślę o Rabacie, przed oczami mam właśnie takie obrazy

Eksplorujemy zakątki kazby

Dokąd prowadzą te schodki? Idziemy sprawdzić

Na skraju kazby, tuż przy murach

Ozdobne donice

W końcu natrafiamy na kawiarenkę, o której też wspominała w swoim poście Zależna, jednak o której całkiem zapomniałam. Zasiedliśmy, odpoczynek się należał jak nic!

Przepyszne miodowo-kokosowe ciasteczka i równie słodka herbata z miętą

Opuszczamy mury kazby, czas przyjrzeć jej się z zewnątrz

Kazba Al-Udaja w całej swej okazałości. Warto dodać, że najpierw był tu klasztor, wzniesiony przez plemię Zenata. Dopiero później, w wieku XII za panowania dynastii Almohadów, inne plemię – Udaja, przekształciło go w twierdzę. Bo kazba, to właśnie takie ufortyfikowane, otoczone murami miasto, zwykle położone w obrębie medyny.

Spacerujemy po zadbanej, nowoczesnej promenadzie, której, nie powstydziłoby się europejskie miasto. Warszawa, na przykład śmiało mogłaby Rabatowi pozazdrościć;)

Jest i czapla!

Tymczasem w porciku wrzawa – rybacy naprawiają sieci

A wędkarze łowią. Po drugiej stronie rzeki widać jakieś nowe, modne osiedle. Podobało się nam, że pod względem architektonicznym zostało dopasowane do reszty miasta.

Żegnamy się z rzeką Bu Rakrak

Zmierzamy w stronę mauzoleum sułtana Mohammeda V oraz jego dwóch synów – Hassana II i Mulaja Abdullaha. Co ciekawe, architektem obiektu był Wietnamczyk!

Gwardia królewska przed wejściem na terem mauzoleum (wstęp bezpłatny)

Za nami po lewej mauzoleum z zielonym dachem, symbolizującym islam

Podobno, ukończone w 1971r mauzoleum, uważane jest za dzieło sztuki Dynastii Alawitów

Wieża Hassana II – symbol stolicy z XII wieku. Podobno na tyle przestrzenny, aby sułtan mógł wjechać na jego szczyt na koniu. Rozmachem miał przebić słynny meczet z Kordoby. Niestety, zarówno minaret jak i sam meczet nigdy nie zostały ukończone

Pomału zbliża się godzina odjazdu naszego pociągu, szukamy obiadu

Idąc przez medynę

Piękne barwne wyroby znów przyciągają mój wzrok ale nie mamy tyle czasu

Odbieramy plecaki od surferów i zasiadamy w niepozornej knajpce dla miejscowych

Tajine z jagnięciny z suszonymi śliwkami – rewelacja!

Pulpeciki rybne z mięsa mielonego (typu kefta) w sosie

No to lecimy – w stronę Marrakeszu;)

Spodobał Ci się ten post? Polub nas na Facebooku i bądź na bieżąco!:) Niebawem ciąg dalszy!

Comments:

  • 20 marca 2017

    To ja poproszę taki Rabat z tymi pięknymi widokami 😉

    reply...
  • mama

    20 marca 2017

    Fajna ta kazba…Też uwielbiam wałęsanie się uliczkami i zaglądanie w zapomniane zaułki, można się zapomnieć i pooddychać prawdziwym arabskim klimatem(super,że bezpiecznie)…Zdjęcia urocze,a Marokanka w miętowej dżelabie zapozowała rewlacyjnie:))

    reply...
  • 22 marca 2017

    boska historia na fotach. kurczę… zawsze się jaram jak oglądam takie zdjęcia i mówię sobie – odkładaj Babo, też zobaczysz kawał świata. Marzę 🙂

    reply...
  • 22 marca 2017

    Nie ma sprawy, jest Twój!;)

    reply...
  • 22 marca 2017

    Bardzo by Ci się tam spodobało! Trzymam kciuki, żebyście i tam kiedyś dotarli:)

    reply...
  • 22 marca 2017

    Dziękuję, cieszę się, gdy posty się podobają!:) Z pewnością na podróże odkładać warto (mówi się, że to jedyna rzecz, za którą płacimy, która sprawie, że stajemy się bogatsi – zgadzam się z tym) zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach łatwo podróżować w niedrogi sposób:) Powodzenia!

    reply...
  • 23 marca 2017

    Pięknie ale… ja się trochę boję arabskich krajów. Chociaż i w Londynie będąc akurat trafiłam na atak terrorystyczny, więc może zdarzyć się wszędzie.

    reply...
  • 29 marca 2017

    Bardzo ciekawy wpis 🙂

    reply...
  • 29 marca 2017

    Dzięki! No niestety, w dzisiejszych czasach świat przestaje być bezpieczny, Europa szczególnie. Nigdy nie wiadomo gdzie akurat coś się wydarzy i to jest chyba najgorsze. Osobiście, mniej się bałam jechać Maroka, niż jakbyśmy mieli wybrać się do Berlina. Współczuję, że trafiłaś na atak! To musiało być przerażające, być w tym czasie w stolicy WB… My byliśmy w Paryżu 3 tyg.przed jesiennymi atakami i też ciarki nas przechodziły, gdy później śledziliśmy wiadomości na ten temat. Pozdrawiam i samych bezpiecznych wyjazdów życzę!

    reply...
  • 29 marca 2017

    Dziękuję, cieszą mnie te słowa:)

    reply...
  • 29 marca 2017

    O rety, żadna frajda chodzić z takim balastem, dobrze że się Wam udało go pozbyć, bo widoki piękne. No i zdjęcia <3 pamiątka na całe życie 🙂

    reply...
  • 29 marca 2017

    Niesamowicie urokliwe te biało- niebieskie zaułki 🙂

    reply...
  • 29 marca 2017

    Piękne zdjęcia, tak kocham te kamieniczki wymalowane na kolor niebieski <3 POzdrawiam
    Martyna z http://www.wpuszczonawmaliny.blogspot.com

    reply...
  • 11 kwietnia 2017

    Dziękuję:) To prawda! Szczerze ulżyło nam, gdy surferzy się zgodzili;)

    reply...
  • 11 kwietnia 2017

    Zgadzam się, ja się zakochałam… 🙂 I ten spokój. W stolicy praktycznie spotkaliśmy tylko nielicznych turystów z zagranicy. Pozdrawiam!

    reply...
  • 11 kwietnia 2017

    Dzięki, mam tak samo! Uwielbiam klimat arabskich medyn <3 Również pozdrawiam:)

    reply...

post a comment